Pieniądze szczęścia nie dają, ale do życia są potrzebne. Od kilku lat, kiedy to natknęłam się na temat dziesięciny w artykule w Gościu Niedzielnym chodzi za mną hasło: „portfel nawraca się ostatni”.

Swego czasu rozmawiałam z koleżanką, która należy do wspólnoty protestanckiej. Ta wspólnota, w której ona aktywnie działa, organizuje cotygodniowe nabożeństwa w jednym z hoteli w centrum Poznania – a przynajmniej wówczas tak właśnie było. Pytałam ją – skąd biorą pieniądze na te nabożeństwa, przecież muszą opłacić salę i tak dalej, a ona powiedziała mi coś w stylu:

Wiesz, u nas nie jest jak w kościele katolickim, że wrzuca się na ofiarę 2 złote.

Pewnie każdy z nas słyszał kiedyś na niedzielnym kazaniu o osobie prowadzącej sklep, która zrezygnowała z otwierania go w niedzielę, a w efekcie jej zyski wzrosły.

Skoro tak zależy nam na akcji, a nie tylko teoretycznej formacji, to nie ma bata – musimy nawrócić nasze portfele.

Wiecie, gdzie leży nasz problem z pieniędzmi? Myślimy, że jesteśmy ich właścicielami, że one są NASZE. Tymczasem, jesteśmy tylko ich posiadaczami – czyli jedynie nimi dysponujemy (w prawie cywilnym nazwalibyśmy to „faktycznym władztwem”). I nic więcej. Wszystko przecież należy do Boga.

Pamiętacie ten fragment z Pisma o wdowim groszu – babka oddała niby mało (niezbyt wygórowana kwota), ale oddała wszystko. Niezła była, nie?


O „nawróceniu portfela” w Gościu: