Choć wydaje się, że wszyscy wiemy, czym jest Chrzest, czy na pewno rozumiemy, o co w nim chodzi? Może wystarczy wstać z kanapy i poszukać wiedzy pośród najbardziej banalnych obrazów…


Chrzest nazywany jest bramą sakramentów. I słusznie – nie możemy bez niego przyjąć żadnego innego sakramentu. Chrzest włącza nas również w Bożą rodzinę: Bóg adoptuje nas na swoich synów i dziedziców Królestwa Bożego.

Dałem ci kamień z wielkim LOVE…

Kiedyś w audycji „Czas wzrastania” porównałem ten sakrament do kamienia z napisem LOVE z piosenki zespołu Enej. Dlaczego?

Zauważyłem cztery podobieństwa:

Kamień – jest to coś stałego i trwałego. Pan Jezus zmienił Szymonowi imię na Kefas (Piotr z łac. Petrus) co właśnie oznacza skałę. Równocześnie uczynił go fundamentem Kościoła – pierwszym papieżem. Podobnie chrzest: jest podstawą i fundamentem wszystkich sakramentów, całej naszej wiary i dziecięctwa Bożego – czymś pierwszym, początkiem. Jednocześnie jest czymś mocnym i trwałym – chrzest raz przyjęty zostaje na całe życie (również wieczne).

Dar – kamień i chrzest są darami, które osoba dająca może albo dać, albo ich nie dać. Tak samo i ten, kto otrzymuje: może przyjąć lub nie. Tu nawet pasuje cytat z piosenki – wyobraźmy sobie taką sytuację:  anioł strąca grzesznika do piekła, a Bóg na to: „A tobie dam co chciałaś mieć – te kwiaty za złotych pięć”. Można przyjąć to, co jest dawane z miłości, a można wybrać tańszy zamiennik.

LOVE – to nawet nie wymaga specjalnego komentarza – chrzest i wspomniany kamień są dawane z miłości i ją wyrażają.

Złoto – (uwaga spojler) kamień okazał się być ze złota. Podobnie jest z chrztem: chociaż czasem wydaje się ciężarem i utrudnieniem albo czymś brzydkim, czego się nawet wstydzimy, tak naprawdę jest cennym darem, dzięki któremu jesteśmy ustawieni na całe życie (przede wszystkim wieczne).

Gdzie chrzest, tam nadzieja

Wszystko OK – porównaliśmy sobie chrzest do kamienia. Fajnie. Wiemy już sporo o chrzcie: czy to z tego artykułu, czy z różnych lekcji religii i katechez, komentarzy, kazań, homilii, książek, mądrych programów, i Bóg-wie-czego-jeszcze…I co z tego? Okazuje się, że to dobre pytanie. Szczególnie, biorąc pod uwagę fakt, że w ubiegłym roku świętowaliśmy 1050. rocznicę chrztu Polski. Mam wrażenie, że wiele osób (chyba stoję w tej grupie w pierwszym rzędzie) ma „dosyć chrztu”: chrzest w kościele, chrzest na wydziale (taki kierunek), chrzest w KSM, chrzest na rekolekcjach, chrzest we wszystkich planach, chrzest przed ŚDM, chrzest na ŚDM, chrzest po ŚDM, chrzest na stadionie, chrzest w radiu (telewizji na szczęście nie mam) – strach otworzyć lodówkę. Wszędzie chrzest, a tak naprawdę nic z tego dla mnie nie wynikło.

Prawda jest taka, że im więcej wielkich, mądrych i kwiecistych tekstów o tym sakramencie, tym mniej z tego rozumiem i chyba nawet mniej chcę zrozumieć. A szkoda, bo jak rzeczywiście przemyśleć temat, wydaje się zgrabny i przyjemny. Dlatego wnioski postaram się ująć jak najbardziej skrótowo. Zatem, jak wypełniać enigmatyczne „życie chrztem na co dzień”?

1. Chrzest jest darem – przez chrzest zostaliśmy włączeni w Kościół, w Bożą rodzinę, zostaliśmy dziedzicami całego spadku Boga.

Dziękuj Bogu za to, że podniósł Cię do takiej godności, że choć jest większy od Ciebie nie odrzuca Cię, że dał Ci wiarę – jedyną pewną drogę do zbawienia, że przeznaczył Cię do wiecznej radości i wiecznego szczęścia. Pamiętaj o tym, a nigdy nie popadniesz w smutek i zniechęcenie życiem! Proś Boga o wszystko – On może wszystko.

2. Chrzest jest bramą – ten sakrament otworzył nam drogę do innych sakramentów.

Spotykaj się z Bogiem w sakramentach tak często jak to tylko możliwe – przystępuj do Komunii codziennie, do spowiedzi co tydzień (no i oczywiście do pozostałych sakramentów, o ile jest do tego sposobność).

3. Chrzest jest obowiązkiem – przynależność do Boga wynikająca z chrztu nakłada na nas m.in. obowiązek apostolstwa – to wcale nie jest takie skomplikowane.

Chodź na religię, pomimo że wielu Twoich rówieśników z niej się wypisuje. Postępuj uczciwie, jak uczeń Chrystusa, w swoim miejscu pracy, w swojej szkole i w domu, tak żeby inni mogli brać z Ciebie wzór i na pierwszy rzut oka widzieli, że jesteś „nie z tego świata”.

4. Chrzest jest oczyszczeniem – w sakramencie chrztu Bóg odpuścił nam zupełnie wszystkie grzechy, włącznie z pierworodnym. Warto jest dbać o ten stan do końca życia na ziemi.

Żyj w czystości, nie tylko cielesnej, ale przede wszystkim DUCHOWEJ! Nie zgadzaj się na żaden grzech, nawet najmniejszy lekki. Czyń dobro, unikaj zła, tylko z miłości do Boga. Przystępuj często do spowiedzi i Komunii. Spraw, byś nawet z wyglądu był inny.

5. Chrzest jest powołaniem – podczas chrztu nadaje się imię na cześć któregoś ze świętych.

Zaprzyjaźnij się ze swoim patronem, rozmawiaj z nim, proś go o wstawiennictwo – on naprawdę istnieje i żyje (choć w niebie), możesz się z nim porozumieć. Spróbuj naśladować jego życie i wzorować się na nim. Popatrz na jego sytuacje i wybory życiowe, czasami mogą wydać się dziwnie znajome.

Tak moim zdaniem można żyć chrztem na co dzień. Nie od razu Kraków (i Brzegi) zbudowano – wybierz chociaż jedną z propozycji, które podałem (choć i tak duża część się przeplata) i spróbuj jako dojrzały katolik (lub aspirujący do tego miana) realizować ten dar, który dostałeś od Boga (czyli chrzest). Pamiętaj, nie wystarczy przyjąć chrzest, trzeba się o niego wciąż troszczyć. Bo jeśli dostaniesz rybkę, a nie będziesz jej karmił, zmieniał jej wody itd. to wkrótce będzie pływała brzuchem do góry. A sam papież Franciszek powiedział, że nie mamy leżeć brzuchem do góry, tylko wstawać z kanapy.