Dzisiaj obchodzimy Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Liturgia Słowa przypomina nam o powołaniu, które otrzymał każdy z nas, czyli o wezwaniu do świętości – wiecznego zjednoczenia z Bogiem.
W dzisiejszej Ewangelii możemy znaleźć “Magnificat”, pieśń, którą Maryja wielbiła Boga. Zatrzymajmy się nad fragmentem tego hymnu: “Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił.” i zastanówmy się nad dobrami materialnymi. Czy są one złe? Nie. Możemy nawet z ich pomocą zdziałać wiele dobrego. Dlaczego zatem “bogatych z niczym odprawił”? Na pewno pamiętamy fragment Kazania na Górze “Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.” (Mt 5, 3) Pan Jezus używa sformułowania “ubodzy w duchu”, co wskazuje, że ważny jest nasz stosunek do dóbr materialnych – czy są one dla nas najważniejsze, czy nie? Czy potrafilibyśmy w razie konieczności z nich zrezygnować? Człowiek ubogi w duchu to taki, który nie przywiązuje się do świata, dla którego sprawy materialne nie są najważniejsze, a całe swoje życie podporządkowuje Bogu w myśl słów: “Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6, 33). Oczywiście nie jest to zachęta do bezczynności, tylko przypomnienie, że wieczne zbawienie jest ważniejsze od spraw doczesnych.
“Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?”(Mt 16, 26)
O właściwym stosunku do dóbr materialnych napisał abp Fulton Sheen, który wskazuje, że potrzebujemy zadowolenia z życia, czyli docenienia tego, co mamy:
“Zadowolenie wzmacnia naszą radość i łagodzi nasze poczucie nieszczęścia. Wszelkie złe doświadczenia stają się lżejsze, jeśli znosimy je z cierpliwością, podczas gdy nawet największe dobrodziejstwa mogą zostać zatrute przez niezadowolenie. Trudy życia są wystarczająco przytłaczające i wszechogarniające i bez naszego niepotrzebnego ich podsycania.
Zadowolenie z naszego ziemskiego położenia nie wyklucza jednak pragnienia poprawy swojego losu. Do najuboższego człowieka chrześcijaństwo kieruje bowiem przesłanie, aby nie poprzestawał jedynie na zadowoleniu, ale by był biegły w swym zawodzie (por. Prz 22, 29). Zalecana postawa zadowolenia odnosi się jedynie do „tu i teraz”. Człowiek ten jest ubogi dzisiaj i to z dzisiejszego dnia wiara nakazuje mu być zadowolonym, ale wyjście z ubóstwa może być najlepsze dla jego jutra i dlatego człowiek ubogi pracuje, aby żyć bardziej dostatnio. Może mu się to nie udać, jeśli kolejny dzień jego życia będzie również naznaczony niedostatkiem, zaakceptuje to jednak, ale nie będzie ustawał w wysiłkach, aż nie zazna wytchnienia. A zatem zadowolenie odnosi się do naszej bieżącej sytuacji i nie jest czymś nadrzędnym wobec ogółu potrzeb wpisanych w naszą naturę. Człowiek zadowolony nigdy nie jest biedny, choćby miał niewiele. Człowiek niezadowolony nigdy nie jest bogaty, choćby i wiele miał.”
Arcybiskup wskazuje, że aby być zadowolonym, trzeba poznać cel swojego życia (czyli zbawienie) oraz wierzyć, że próby, których doświadczamy, pochodzą od kochającego Ojca. Zadowolenie i wewnętrzny pokój nie będą jednak możliwe w sytuacji, w której nie żyjemy w przyjaźni z Bogiem, tzn. kiedy znajdujemy się w stanie grzechu ciężkiego. “Trzecim i ostatnim warunkiem jest zabicie pożądliwości. Chodzi o to, aby ograniczyć przyjemność. To, co nazbyt kochamy, często i nazbyt opłakujemy.”
Zadanie:
Zastanowię się dzisiaj, za co powinienem być wdzięczny Panu Bogu. Docenię ludzi, którzy są wokół mnie, moje talenty i wszystko, co mam, co dostałem od Boga.
Cytowane słowa abpa Fultona J. Sheena pochodzą z książki “Droga do szczęścia”
Zastępowy KSM Archidiecezji Poznańskiej, od 2024 roku Kierownik Diecezjalnej Sekcji Formacyjnej, członek Oddziału KSM nr 96 w Suchym Lesie.