Na podstawie jej wizji reżyser Mel Gibson nakręcił film pt.: „Pasja”. Mistyczka, wizjonerka, stygmatyczka, augustianka i moja dzisiejsza rozmówczyni – to właśnie błogosławiona Anna Katarzyna Emmerich.
Co siostra pamięta ze swojej młodości?
8 września 1774r. we wsi Flamschen w Niemczech przyszłam na świat. Byłam piątym spośród dziewięciorga dzieci. Moi rodzice – Bernard i Anna – byli ubogimi rolnikami. Pomimo nie najlepszego stanu zdrowia, jako najstarsza dziewczynka w rodzinie miałam obowiązek uczestniczyć we wszystkich pracach domowych, pracować na polu i opiekować się młodszym rodzeństwem. Za namową mamy w latach 1786 – 1788 pracowałam jako służąca u miejscowych gospodarzy, potem przez dwa lata uczyłam się krawiectwa w Coesfeld, a następnie przez cztery lata szyłam dla okolicznych mieszkańców.
Czyli nie miała siostra zbyt wiele czasu na naukę?
Do szkoły uczęszczałam tylko przez kilka tygodni, ale nauczyłam się czytać i pisać.
Jak postrzegali wtedy siostrę rówieśnicy i rodzina?
Uchodziłam za osobę cichą i zamkniętą w sobie. Niektórzy jednak sądzili, że posiadam wesołe usposobienie i nadzwyczajną inteligencję. Z ogromną powagą podchodziłam do spraw wiary, do tego stopnia że rodzice często ganiali mnie za upór, jaki – ich zdaniem – przejawiałam.
Już w dzieciństwie odczuwała siostra obecność Boga czy dopiero trochę później?
W dzieciństwie spędzałam wiele godzin na modlitwie i medytacjach. Adorowałam zwłaszcza słynący łaskami krzyż w miejscowym kościele. Właśnie podczas medytacji przed figurą Jezusa Chrystusa otrzymałam wewnętrzne stygmaty, które przez długi czas zachowywałam w tajemnicy. Rodzice często wspominali, że kiedy miałam siedem lat i przygotowywałam się do przyjęcia sakramentu I Komunii Świętej, w drodze do kościoła, gdzie po raz pierwszy miałam przystąpić do spowiedzi świętej, zemdlałam. Wzbudziłam w sobie tak ogromny żal za grzechy, że klęcząc u kratek konfesjonału, zaczęłam płakać. Musiano odprowadzić mnie do ławki, ponieważ nie mogłam spokojnie przeprowadzić rozmowy z kapłanem.
To bardzo piękne, że jako mała dziewczynka potrafiła się siostra wykazać takim zaufaniem i wiarą w Boga. W jaki sposób znalazła się siostra akurat w Zgromadzeniu Sióstr Świętego Augustyna?
Wielokrotnie starałam się o przyjęcie do różnych klasztorów, niestety jednak bez powodzenia. W latach 1799 – 1802 pracowałam u kościelnego w Coesfeld, gdzie uczyłam się również gry na organach. W wieku 28 lat nareszcie wstąpiłam do zakonu sióstr augustianek Agnetenberg w Dülmen. Po odbyciu roku nowicjatu, 13 listopada 1803r. złożyłam śluby zakonne. Oddałam się zupełnie niebieskiemu Oblubieńcowi, a On uczynił ze mną według swojej woli.
Jak przebiegało dalsze życie siostry w zakonie?
Osiem lat później ciężko zachorowałam. Wydawało się, że jest to choroba śmiertelna. W tym czasie miałam wizję Maryi, mówiącej: Jeszcze nie umrzesz, jeszcze wiele o tobie mówić będą, ale nie bój się! Jakkolwiek ci powodzić się będzie, zawsze doznasz pomocy. Pojawiły się u mnie wówczas także stygmaty. Podczas mojego dziesięcioletniego pobytu w klasztorze rzadko mogłam się poruszać o własnych siłach. Potem został on rozwiązany.
Więc gdzie udała się siostra dalej i co robiła?
Opuściłam Agnetenberg i przeniosłam się do Dülmen. Tam przez ponad rok prowadziłam dom francuskiego księdza Lamberta. Wtedy też ujawniły się moje ukryte dotychczas stygmaty.
Jak one wyglądały?
Pierwszy pojawił się na piersiach i przypominał kształtem krzyż z Coesfeld, natomiast 29 grudnia 1812r. zaczęły ukazywać się otwarte rany na czole i rękach.
Może opowiedzieć mi siostra o przebiegu otrzymywania stygmatów?
Pamiętam, jak trzy dni przed Nowym Rokiem około godziny piętnastej rozważałam Mękę Pańską. Prosiłam Pana Jezusa, aby pozwolił mi uczestniczyć w tych strasznych cierpieniach. Zmówiłam pięć „Ojcze nasz” na cześć pięciu ran świętych. Nagle ogarnęła mnie światłość. Widziałam Ciało Ukrzyżowanego, żywe, świetliste, z rozkrzyżowanymi ramionami, lecz bez krzyża. Rany jaśniały jeszcze silniejszym blaskiem niż cała reszta. W sercu czułam coraz większe pragnienie ran Jezusowych. Wtedy najpierw z Jego rąk, a potem z boku i nóg wyszły czerwone promienie, które niczym strzały przeszyły moje ręce, bok i nogi.
Pewnie czuła się siostra wspaniale, ale także nieco dziwnie. Wpływało to jakoś na stan zdrowia siostry?
Niedługo później zaczęłam słabnąć. Nie mogłam opuszczać łóżka i prawie nic nie jadłam.
Wzbudziło to czyjeś zainteresowanie? Próbował ktoś siostrze pomóc?
Lekarz w tej sytuacji był zbyteczny, za to wikariusz generalny w Münster zarządził kościelne dochodzenie w mojej sprawie. Potwierdziło ono, że co pewien czas pojawiają się u mnie stygmaty oraz, że mogę żyć przyjmując niewielkie ilości jedzenia. Informacja ta szybko się rozpowszechniła i Dülmen zaczęło odwiedzać coraz więcej osób.
Między innymi Clemens Brentano?
Dokładnie. Zaciekawiony moim życiem osiadł się w Dülmen w 1819r. Podobno moja bliskość z Bogiem oraz wizje wywoływały na nim ogromne wrażenie. Przez około sześć lat odwiedzał mnie dwa razy dziennie. Kopiował notatki z mojego pamiętnika, następnie pokazywał mi to, co sam napisał na podstawie moich słów, a potem długo rozmawialiśmy. Zawsze chciał mieć pewność, że wszystko jest zgodne z prawdą.
Widzę, że tworzyliście zgrany duet, a wasza praca przyniosła wiele dobrego. Życie siostry jest naprawdę niezwykłe. Dziękuję bardzo za rozmowę.
Dawniej Zastępowa KSM Archidiecezji Poznańskiej, członek Oddziału KSM nr 30 w Rawiczu.