W SŁOWIE:

Po upadku akt głębokiej pokory. Potem zacznę od nowa. Uśmiechnięta, jak gdyby Jezus pogłaskał mnie, jak gdyby pocałował mnie, jak gdyby podniósł mnie swymi rękoma, znów pójdę moją drogą pewnie i ufnie, szczęśliwa.

Być dobrym – to zapomnienie każdego wieczora o przykrościach doznanych rano.

Powinnyśmy chętnie przebaczać i dobrem za zło odpłacać, tak jak Pan Jezus z nami postępuje. Jako Jego oblubienice musimy Go i w tym naśladować.

W CZYNIE:

Głównym sposobem obdarowywania nas miłosierdziem przez Boga jest Jego przebaczenie. Dobry Bóg nieustannie przebacza nam grzechy. Często przychodzimy do konfesjonału z tym samym, jakby ktoś zblokował klawisze Ctrl+C i Ctrl+V. A Bóg się nie gorszy, a nawet, jak przypomina nam często papież Franciszek, Bóg nigdy nie męczy się przebaczaniem. Dlatego i nasze życie chrześcijańskie powinno oznaczać się gotowością do przebaczenia, czasem tak bardzo drobnych i małych spraw naszej codzienności.

Ta ważna cnota rozwijała się u s. Sancji przy kratkach konfesjonału. To tam, doświadczywszy jak miłosierny i czuły jest Bóg, jak zapomina naszą nędzę, nabierała umiejętności i zdolności do tego, aby tym samym obdarzać innych. Okoliczności ku temu miała sporo. Już w nowicjacie, ze względu na swoją wierność przepisom zakonnym oraz drobiazgowość w ich przestrzeganiu, była odbierana jako „dziwaczka”. Pilnie zachowywała klasztorne milczenie. Jej postawa była niejednokrotnie wyrzutem sumienia innych nowicjuszek, które często robiły sobie z niej żarty. Na jej widok rozmawiające siostry uciszały się jak na komendę. W takim klimacie można by łatwo stać się zgryźliwym, zgorzkniałym, pełnym żalu za doznane uszczypliwości. Sancja przeciwnie, tym bardziej była dobra, pomocna, życzliwa. Wszystko to było możliwe dzięki przebaczeniu.

Jeszcze jedna sytuacja w tym temacie warta jest naszego zatrzymania. We wrześniu 1939r. ginie jej ukochany rodzony brat, ks. Eryk, raniony śmiertelnie odłamkiem spadającej bomby podczas działań wojennych w Warszawie. W czasie okupacji siostry z poznańskiego klasztoru doświadczyły aresztu domowego, licznych rewizji Gestapo, zagrożenia wywózką do obozu. Doskwierał im głód, a także dotkliwe zimno. Niektóre z nich umierały na gruźlicę. Zmuszone były także do porzucenia stroju zakonnego. W 1941r. klasztor zajęli żołnierze Wermachtu. Sancja, podobnie jak inne siostry, miała okazję udać się do swojego rodzinnego domu, aby tam przeczekać czas wojennej zawieruchy. Została. Wraz z 32 siostrami prała bieliznę, sprzątała, prowadziła kuchnie i obsługiwała żołnierzy. Odrabiała też lekcje z dziećmi niemieckiego oficera, gdy jej to polecono. W takiej sytuacji, kiedy wszystko co dzieje się dookoła, ograbia z nadziei i zaszczepia w duszy żal i bunt, Sancja zachowywała niezrozumiały dla innych spokój i wiarę w opiekę Bożej Opatrzności.

Ciśnie się na usta pytanie… skąd ona to miała?! Odpowiedź wydaje się być jednoznaczna –  to Miłość płynąca z PRZEBACZENIA. Zatem czy i my możemy nastroić swoje serce na miłosierdzie? Miłosierdziem zalać małe uszczypliwości i głębokie rany naszej codzienności? Niech Pan nam to sprawi!