Drogie Druhny, Drodzy Druhowie!

Listopad jest dla wielu miesiącem, który kojarzy się z refleksją i zadumą. Przyczyniają się do tego niewątpliwie Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, a także Święto Niepodległości. Dni te stają się pewną klamrą dla refleksji nad ludzkim życiem, nad jego wartością, sensem, nad jego kruchością i przemijaniem.

Podejmując tę refleksję na nowo, odkrywamy całe nasze życie i istnienie – nie tylko tu na ziemi, ale również w perspektywie wieczności – jako wielki Boży Dar i jednocześnie zadanie, jako tę rzeczywistość, która ma być dla nas przestrzenią odkrywania Boga i piękna powołania, które On do każdego z nas kieruje. Nie ukrywam, że przestrzenią dla tej refleksji stało się w ostatnim czasie wiele wydarzeń, a wśród nich projekcja filmu „Nieplanowane”. Wśród toczących się nieustannie dyskusji na temat człowieczeństwa, jego początku i istoty, przedstawiony przez twórców obraz przypomina nam, że każde życie jest święte, bo każdy człowiek jest dziełem Boga i odbiorcą Jego Miłości. Ta myśl staje się coraz bardziej potrzebna, żebyśmy potrafili na nowo pochylić się nad człowiekiem, w czasach, w których można niekiedy odnieść wrażenie, że stawia się go na samym końcu stworzonego świata.

Święty Jan Paweł II w encyklice Redemptor Hominis pisał:

„(…) człowiek jest drogą Kościoła — drogą, która prowadzi niejako u podstawy tych wszystkich dróg, jakimi Kościół kroczyć powinien, ponieważ człowiek — każdy bez wyjątku — został odkupiony przez Chrystusa, ponieważ z człowiekiem — każdym bez wyjątku — Chrystus jest w jakiś sposób zjednoczony, nawet gdyby człowiek nie zdawał sobie z tego sprawy: „Chrystus, który za wszystkich umarł i zmartwychwstał, może człowiekowi przez Ducha swego udzielić światła i sił, aby zdolny był odpowiedzieć najwyższemu swemu powołaniu”

Może dobrym zadaniem na listopad będzie uświadomienie sobie i innym na nowo tej prawdy? Może warto pomyśleć w jaki sposób powiedzieć komuś zagubionemu: „Bóg Cię kocha”; „Chrystus umarł za Ciebie” albo „Bóg chce żebyś był święty”? Czy potrzebne do tego będą słowa? A może bardziej przyda się na początek moja wiara w to, że tak właśnie się dzieje? Bo przecież trudno przekazać komuś coś w co samemu się jakoś tak nie wierzy.

Może za dużo w tym krótkim słowie pytań, może zbyt skomplikowane myślenie, ale głęboko wierzę w to, że odkrycie na nowo prawdy o człowieku i powołaniu do świętości mogło by wiele zmienić, także w naszych wzajemnych relacjach. Bo nagle okaże się, że mamy wspólny cel.

Gotów!