Kilka lat temu niemalże ze wszystkich stron docierały do nas informacje o obchodach 1050-lecia Chrztu Polski, w związku z czym wielu z nas głębiej poznawało sakrament Chrztu Świętego. Rok później przypadła równie ważna, okrągła rocznica, jednak nie tylko dla naszego kraju, ale także dla całego świata. Czy coś z niej wynieśliśmy?

Idealnie niedoskonali

102 lata temu trójka małych pastuszków w niecodziennych okolicznościach spotkała najważniejszą Kobietę świata. Kiedy myślę o tej scenie, wydaje mi się ona niemal komiczna – trójka małych, umorusanych od pracy, pastuszków natrafia na piękną kobietę w białej sukni, od której bił blask jaśniejszy od słońca. Pod tą zewnętrzną skorupką małych dzieci, Matka Boża musiała widzieć wielką mądrość i miłość. Nie bez powodu to właśnie im się ukazała.

Mała wielka ofiara

Matka Boża nie wymagała od nich wiele. Bo czy czymś trudnym są częste rozmowy i spotkania z kimś wyjątkowym? Właśnie to robią przyjaciele. Maryja chciała być z dziećmi w bardzo bliskiej relacji, by mogły one otrzymać łaski nie tylko dla siebie. Ich codzienna modlitwa miała zapewnić światu zakończenie wojny i pokój. Tak małe zadanie, a jednak bardzo odpowiedzialne. I mało tego, dzięki temu poświęceniu, wszyscy mieli na końcu czasów znaleźć się w niebie. To się dopiero nazywa nagroda.

Bądź jak Łucja

Ciekawe dla mnie jest to, że właśnie tę dziesięcioletnią dziewczynkę Maryja szczególnie wybrała. Franciszek i Hiacynta zmarli w młodym wieku, a dla Łucji miała Ona inną, cięższą misję do wykonania. I dziewczynka wiedziała o tym niemal od początku, bo sama Matka Boża przy drugim spotkaniu powiedziała jej o tym. Pewnie domyśliła się tego wcześniej przez samo to, że tylko ona mogła rozmawiać z Maryją. Łucja została swego rodzaju Fatimskim Apostołem. Dzięki niej ludzie mieli lepiej poznać i pokochać Matkę Bożą.

Widzieć, oceniać, działać

Każde ze spotkań dzieci z Matką Jezusa było samo w sobie cudem, ale każdemu z nich towarzyszyły jeszcze inne rzeczy. Najbardziej zwróciła moją uwagę jedna rzecz – krzew, na którym Maryja się im ukazywała. Uginał gałązki jakby pod ciężarem i pozostawał w takim stanie jeszcze kilka godzin. Pozostawiała Ona za każdym razem widzialny znak tego, że tam była. Za każdym razem z małymi pastuszkami przychodziło więcej innych ludzi, którzy samej Matki Bożej nie widzieli, ale widzieli właśnie ten krzak i reakcje dzieci. I dzięki tym małym znakom wierzyli w to, co Maryja im przekazywała i wprowadzali to w życie.

A co ze mną?

Ten rok, co prawda nie jest już okrągłym jubileuszem tych szczególnie ważnych spotkań z Maryją, ale nie oznacza to, że mamy odkładać pamięć o tych wydarzeniach na dalszy plan. W tym roku w naszej diecezji bardzo bliski jest inny wizerunek Madonny – ten z Jasnej Góry.  Najlepiej przeżyć z Nią jak najwięcej czasu, póki jest tak blisko. Bo, tak jak w Fatimie wzywała dzieci do częstego spotkania z Nią, tak samo dziś Czarna Madonna przychodzi do nas, by „ułatwić” nam spotkanie ze sobą, by stać się  widzialnie bardziej obecną w naszym codziennym życiu. Jeżeli jeszcze się z Nią nie zaprzyjaźniłeś, to jest to najlepszy czas, by to zmienić! Po prostu zacznij z Nią rozmawiać. Chwyć za różaniec, poznaj Ją lepiej, proś Ją o to, co  ważne dla siebie i innych, a Ona wstawi się w tych intencjach u Boga. Może to dobra okazja, by się z Nią spotkać twarzą w twarz na poznańskich Ratajach za 5 dni?

A potem? Idź i głoś! Zostań Łucją w swoim otoczeniu – pokazuj, co Maryja może zdziałać w życiu!