8 marca co roku na całym świecie świętujemy Dzień Kobiet. Natomiast mało kto jest świadomy, jak inspirujące kobiety wspomina Kościół w swojej liturgii dzień wcześniej. Chociaż znamy ich imiona chociażby z pierwszej Modlitwy Eucharystycznej, czy litanii do Wszystkich Świętych, to pewnie niewiele osób zastanawiało się czym zasłużyły sobie one na taką cześć. Mowa oczywiście o świętych Perpetule i Felicycie – męczennicach z samych początków chrześcijaństwa.

Perpetuo, Twoja rodzina wierzyła w Boga?

Ależ skądże! Pochodzę z pogańskiej rodziny i przez to trochę bałam się ich reakcji na wieść o tym, że ja wierzę w Jezusa.

Więc byłaś jedyną osobą ze swojego otoczenia, która wyznawała wiarę chrześcijańską?

Z początku tak. Ale później przekonałam do niej mojego brata, oraz kilkoro z niewolników, między innymi Felicytę.

Prześladowanie chrześcijan was również dosięgło?

Oczywiście. Przez naszą wiarę zostaliśmy wtrąceni do więzienia.

Najbliżsi nie próbowali was uratować?

Próbowali! Szczególnie mój ojciec, który nie mógł się pogodzić z tym, że wierzę w Boga. Kiedy pierwszy raz przyszedł do więzienia, by przekonać mnie do wyrzeczenia się mojej wiary, a ja go rozgniewałam odmową, okrutnie mnie pobił. Ale może to dlatego, że byłam tak zawzięta w tym, by zostać przy Jezusie.

Maria z Dzieciątkiem oraz święte Felicyta i Perpetua, fot. wikimedia.org

Powiedziałaś mu coś co mogło go do tego sprowokować?

Nie wydaje mi się. Gdy próbował zachwiać stałość mojej wiary zapytałam go, o to, czy widzi dzban z wodą, który stał na ziemi. Kiedy potwierdził i zastanawiał się dlaczego zadałam to pytanie zapytałam, czy można go nazywać mianem innej rzeczy, niż jest naprawdę, zaprzeczył. Wtedy powiedziałam, że w takim razie Chrystus jest Bogiem prawdziwym, a ja chrześcijanką.

Co się działo z Wami potem?

Później przenieśli nas do innej celi. Był w niej dużo większy zaduch niż w poprzedniej. Dla mnie było to bardzo bolesne doświadczenie, bo zabrali ode mnie moje niespełna roczne dziecko, które wciąż musiałam karmić. Biedna Felicyta, podziwiam ją za to, że dała radę przeżyć w tych warunkach będąc w 8 miesiącu ciąży!

Więc resztę Waszego życia spędziłyście w tej dusznej celi pogrążone w smutku?

Nie, dwóch diakonów przekonało straż, by pozwalali nam wychodzić na kilka godzin na zewnątrz. Ale największą radość sprawiło mi to, że pewnego razu matka przyprowadziła do nas moje ukochane dziecko.

I już nikt z bliskich Was nie odwiedzał?

Przyszedł mój brat i powiedział z pełną pewnością, że sądzi, że jestem już tak dalece w łasce u Boga, że mi objawi, czy zostanę uwolniona z więzienia, czy też umrę śmiercią męczeńską. A ja z ufnością odpowiedziałam, że jutro mu przekażę co Bóg mi powie.

fot. perpetuafelicity.com

I doświadczyłaś jakiegoś Bożego znaku?

Oczywiście! Gdy się modliłam zobaczyłam sięgającą Nieba złotą drabinę. Była ona jednak z obu stron pełna kolców i mieczy. Wtedy usłyszałam głos mówiący “Perpetuo, oczekuję Ciebie”. Kiedy wchodziłam po niej do góry ujrzałam ogród, a w nim wysokiego mężczyznę ubranego w strój pasterza otoczonego tłumem osób ubranych w biel. Doił on właśnie owcę, a kiedy weszłam do ogrodu zawołał “Witaj, córko” i podał mi mleko. Gdy je wypiłam wszyscy wokół zawołali jednym głosem “Amen”. Następnego dnia przekazałam bratu, że przyjdzie mi zginąć śmiercią męczeńską.

I jak do niej doszło?

Kilka dni później wzięto nas na przesłuchanie, próbując wymusić na nas wyrzeczenie się Jezusa. Ale wszyscy niezachwianie przyznawaliśmy się do tego, że jesteśmy chrześcijanami. Starosta bardzo się rozgniewał tym wyznaniem i skazał nas na pożarcie przez dzikie zwierzęta.

I to był Wasz koniec?

Gdy wyszliśmy na arenę  i wypuścili zwierzęta, te zamiast nas atakować to spokojne położyły się u naszych stóp. Choć wtedy starosta zdecydował, że mamy zginąć od miecza, to nie był to nasz koniec. Był to dla nas początek pełnego zjednoczenia się z Bogiem.

Jestem pod wrażeniem Waszego niezachwianego zaufania Bogu, nawet w obliczu śmierci. Mam nadzieję, że Wasze świadectwo umocni w wierze również naszych czytelników.