Chyba każdy z nas zna wszystkie stacje drogi krzyżowej. Ale czy kiedyś próbowaliście się zastanowić nad tym, o czym one mówią i jakich aspektów naszego życia dotyczy każda z nich?

Stacja VII – Drugi upadek pod krzyżem

Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze, a On poniósł grzechy wielu, i oręduje za przestępcami.
(Iz 53, 6.12)

Kolejny upadek. Jezusa? Nie, mój. Po raz kolejny upadam. Który to już raz? Czy jest sens wstawać?

Można by zadać jeszcze wiele pytań na ten temat, ale odpowiedź zawsze będzie taka sama: Miłość. To ona zaprowadziła Jezusa na Krzyż, a nas powinna prowadzić do Niego. To już drugi upadek Jezusa, a on znowu się nie poddaje, znowu odpowiada miłością, która podczas Drogi Krzyżowej powraca niczym refren piosenki. Jezus się nie poddaje, bo bardzo nas kocha i pragnie zbawić każdego z nas. Od nas zależy tylko czy przyjmiemy i odwzajemnimy tą miłość. Jak to zrobić? Nie poddawać się!

Zbawienie przyszło przez krzyż,
Ogromna to tajemnica
Każde cierpienie ma sens,
Prowadzi do pełni życia.
Jeżeli chcesz Mnie naśladować,
To weź swój krzyż na każdy dzień
I chodź ze Mną zbawiać świat
Kolejny już wiek.

Każde cierpienie ma sens, dlatego że Bóg z nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji zawsze wyciąga dobro. Nie zawsze od razu, czasem dobre owoce przychodzą po tygodniach, miesiącach lub nawet latach. Po prostu trzeba zaufać Bogu. Ktoś powie że „łatwo się mówi” i pewnie będzie miał racje. Dlatego warto robić małe kroki i tak jak Jezus się nie poddawał, tak i my się nie poddawajmy, i po każdym upadku odpowiedzmy Bogu miłością, podnieśmy się, i idźmy dalej.

Stacja VIII – Jezus spotyka płaczące niewiasty

A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!
(Łk 23, 27-28)

Z ludzkiego punktu widzenia można powiedzieć, że Jezus idąc na Golgotę jest w beznadziejnej sytuacji. Przecież idzie na śmierć, a na plecach niesie swoje narzędzie tortur. Jednak nie przeszkadza Mu to, aby na chwilę się zatrzymać i pocieszyć płaczące niewiasty.

Bo nie ma większej miłości, niż ta,
gdy Ktoś życie oddaje, bym ja mógł żyć.

Ale jak to? Jezus, który sam powinien być pocieszany, pociesza innych? Właśnie tak. Jezus daje nam największy przykład tego, jak służyć innym. Nieustannie daje nam swoją miłość, pociesza nas i daje nam nadzieję. Jezus zapomina o sobie, aby pochylić się nad cierpieniem innych. Tak więc i my przestańmy myśleć tylko o sobie, a zamiast tego skupmy się na innych. Gdzie możemy zacząć? W domu, a jakże. Warto rozejrzeć się dookoła, czy ktoś z naszej rodziny nie chodzi smutny, lub zapytać się czy ma z czymś kłopot. Może trzeba komuś pomóc lub zaopiekować się kimś. Tak jak Jezus stał się sługą, tak i my zejdźmy na ostatnie miejsce, aby móc służyć innym.