Chyba każdy z nas zna wszystkie stacje drogi krzyżowej. Ale czy kiedyś próbowaliście się zastanowić nad tym, o czym one mówią i jakich aspektów naszego życia dotyczy każda z nich?

Stacja 1 – Skazany na śmierć

Skazanie Boga za bluźnierstwo. Brzmi jak słaby dowcip, ale to jednak się wydarzyło. Sąd ludzi nieświadomych tego, kogo nazywają kłamcą. Wyśmiali Go i okrutnie pobili. W końcu skazali na śmierć. Ale On był spokojny, tak, jakby Go to nie ruszało. Jakby był z „innego świata”. Bo faktycznie był. Wiedział, że nie dzieje się to bezcelowo. Był świadomy tego, że te wszystkie oszczerstwa doprowadzą Go w końcu do śmierci. Do śmierci, która miała wyzwolić Jego oprawców.

Jezus, będąc świadomym tego, że jest niewinny, nie „rzucał się”, słysząc osądy. A jak jest z nami? Często nawet kiedy wiemy, że to, co mówią o nas inni jest w pełni prawdą, próbujemy się obronić, zrzucić winę na drugą osobę. Nie lepiej byłoby, gdybyśmy zamiast próbować się sztucznie usprawiedliwiać, przyjęli konsekwencje naszych czynów?

Czy nie jesteśmy w drugiej roli – roli sądu? Może osądzamy innych na podstawie naszych domysłów lub zasłyszanych plotek?

Stacja 2 – Bierze krzyż na swoje ramiona

Konsekwencje wszystkich grzechów ludzkości spoczęły na barkach jednego Człowieka. I bierze On je na siebie w pełnej pokorze, nie broni się przed tym. Poświęca się dla ludzi, aż po grób. Broni ich przed konsekwencjami zła, które popełnili w życiu. Ale pozostaje pytanie – czy ludzie chcą Jego ratunku? Czy często naszym świadomym powracaniem do grzechu nie dajemy wyrazu temu, że nie do końca obchodzi nas Jego śmierć? Weź swój krzyż na ramiona, niech dla Niego będzie on lżejszy. Z resztą, On sam cię o to prosi (Łk 9, 23).

Niech słowa sługi Bożego o. Ignacego Posadzego będą drogowskazem w rozważaniu tej tajemnicy

Jezus mówi, że każdy, kto będzie chciał pójść za Nim, będzie się musiał zaprzeć samego siebie, będzie musiał wyniszczyć swoje życie. Mówi o krzyżu i o przeciwstawianiu się sobie, gdy my najchętniej zamknęlibyśmy się w świecie swoich ludzkich namiętności i marzeń. Niepokoi i ciągle usiłuje wyrwać nas z wygodnej pieleszy zwyczajności naszego bytowania, a porwać gdzieś ku swoim szczytom. Wierzy widocznie w nas bardziej niż my sami w siebie.