Młodość to przyszłość! Wszyscy będziemy ją kształtować. Musimy mądrze wykorzystać ten czas młodości, by dzieła, relacje, które w przyszłości zawiążemy, wydały dobre owoce. Jak się przygotować? Najlepiej brać przykład z Jezusa.


Stacja 1

Pan Jezus ze spokojem przyjmuje to, że jest fałszywie oskarżony. Nie rzuca się, nie krzyczy. Równie heroicznie zareagował w Ogrójcu. Nie zaczął uciekać, czy chować się. Wiedząc, że idą po Niego, wyszedł im naprzeciw. Ale nie po to, by z nimi walczyć, czy błagać, by zostawili Go w spokoju. Poszedł do nich, by wstawić się za tymi, którzy byli z Nim. Nie myślał wtedy o sobie, tylko o tych, których kocha.

Często nam brakuje takiej heroicznej postawy miłości i przyjęcia do siebie swojej winy. Przeważnie staramy się uciec od konsekwencji i zrzucić winę na kogoś innego, kto niczym nie zawinił. Próbujemy się bronić. A przecież On, będący bez jakiejkolwiek winy, przyjął na siebie karę. Nie tylko za to, co rzekomo zrobił, ale za wszystkie nasze winy.

Święty kocha Boga, życia mu nie szkoda

Droga do świętości jest najcięższą wędrówką, jaką możemy podjąć w naszym życiu. Ze wszystkich stron szatan chce nas nakłonić do zejścia z niej, rzuca nam kamienie pod nogi. Nierzadko przez niego upadamy. Mimo że te upadki mogą być bardzo liczne, nie należy się zniechęcać w dążeniu do świętości. Każdą przeciwność, jaka nas spotyka, Bóg może przemienić w błogosławieństwo. Wystarczy Mu zaufać.

Bycie świętym również dla Jezusa było trudne. On również był kuszony przez szatana na pustyni. On również upadał na drodze. Upadał pod ciężarem naszych grzechów. Ale najważniejsze jest to, że wstawał. Wiedział, że musi dojść do końca, by nas zbawić. Że warto, mimo braku sił, iść dalej.

Ciekawi mnie fakt, że Bóg tak nas, grzesznych ludzi, umiłował, że postanowił umniejszyć samego siebie i stać się takim jak my, żeby za nas umrzeć. A my, mimo że wiemy jak wielki dar od Niego otrzymaliśmy, nie potrafimy się Mu w żaden sposób odwdzięczyć. Boimy się oddać za Niego życie. I nie chodzi mi tylko o dosłowne oddanie życia, ale nawet o tak błahe sprawy jak przyznanie się wśród znajomych, że nie możemy się z nimi spotkać, bo idziemy na Mszę Świętą. Czy o bronienie wiary i Kościoła podczas kłótni.

Chcę powiedzieć kilka słów

Na każdej karcie Pisma Świętego Jezus pokazuje nam, jak powinniśmy postępować i co pomoże nam spotkać się z Nim w niebie. Tylko czemu tak często powierzchownie traktujemy Jego Słowa i nie czytamy Pisma Świętego? I czemu podczas Mszy Świętej nie potrafimy się skupić na słowach wypowiadanych przez kapłana, czy lektorów? Podczas Eucharystii Jezus również stara się dać nam wskazówki, a nawet momentami ma się wrażenie, że wielkimi drogowskazami, bylebyśmy tylko je zauważyli.

Starajmy się jak najmocniej skupić na Mszy Świętej. Znajdźmy chociaż chwilę w ciągu dnia na czas sam na sam z Nim i Jego Słowem. Warto. On chce nas prowadzić i uratować, więc pozwólmy Mu na to.