12-letnia dziewczynka, której grób Jan Paweł II nawiedził w pierwszym roku swojego pontyfikatu. Patronka młodzieży, dziewcząt i dziewic. Oczywiście mowa o Marii Goretti, która straciła życie, broniąc swojego dziewictwa.


Mario, mogłabyś opowiedzieć nam o swojej rodzinie?

Moi rodzice nie mieli dużo pieniędzy, ale nie przeszkadzało nam to, by być szczęśliwymi i cieszyć się z tego wszystkiego co Pan Bóg nam daje. Alojzy i Assunta, bo tak mieli na imię, dawali z siebie wszystko bym razem z szóstką młodszego rodzeństwa mogła wieść dobre życie.

Twoi rodzice musieli być wspaniałymi ludźmi. To oni nauczyli Cię miłości do Boga?

Tak, gdyby nie oni pewnie nie mogłabym teraz cieszyć się w niebie oglądając twarz Boga! To mama nauczyła mnie bojaźni Bożej i wlała we mnie wstręt do grzechu. Po śmierci taty jeszcze bardziej zbliżyłam się do Pana Boga, bo często prosiłam go przez różaniec o spokój duszy dla niego.

Po jego śmierci stałaś się nową głową rodziny?

Nie, ale od tego momentu zaczęłam jeszcze bardziej pomagać mamie. By było jej lżej, przejęłam część jej obowiązków – między innymi przygotowywanie posiłków i opiekę nad młodszym rodzeństwem. Starałam się im dawać dobry przykład, żeby, mimo przeżyć związanych ze stratą taty, mogli być blisko Pana Boga i wciąż cieszyć się tym, co ich otacza.

Gdzie poznałaś Aleksandra?

Gdy miałam 9 lat przeprowadziliśmy się niedaleko Rzymu – do Ferrriere di Conca. Zamieszkaliśmy tam w jednym domu z rodziną Serenellich – z Aleksandrem i jego tatą Janem.

Przyjaźniłaś się z nim?

Można tak powiedzieć, był dla mnie jak starszy brat. Ale odkąd Aleksander zaczął mnie nakłaniać do grzechu nieczystości, starałam się go od siebie odsunąć.

Czym było spowodowane jego zachowanie?

Aleksander nie miał łatwo w domu. Jego tata zamiast poświęcać mu czas i wychować go, wolał pić. Chłopiec szukając zrozumienia wśród rówieśników popadł w złe towarzystwo, a przez to zaczął czytać pornograficzne czasopisma i książki. Niestety, przez to odsunął się też od Pana Boga i przestał się modlić.

Pewnie przez to doszło do wydarzeń 5 lipca 1902 roku. Możesz o tym opowiedzieć?

Kiedy wszyscy wyszli do pracy na bagnach ja zostałam w domu, żeby zaszyć koszulę Aleksandra. Przeczuwałam, że może to być podstęp, ale nie chciałam być nieposłuszna. Chłopak przerwał pracę mówiąc, że zostawił w domu nóż i wrócił do domu.

Co zrobił, gdy wrócił?

Jedną ręką chwycił mnie za nadgarstek, w drugiej miał nóż i zaczął krzyczeć, że jeśli go powstrzymam, zabije mnie. Na wszelkie możliwe sposoby próbować skłonić mnie do uległości, ale nie dawałam się. Krzyczałam, broniłam się. Wtedy strasznie się wściekł  i nożem, który wciąż miał w ręce, kilka razy mnie zranił.

Co stało się potem?

Upadłam, straciwszy przytomność. Aleksander myślał, że nie żyję, więc poszedł do swojego pokoju . Ja jednak odzyskałam przytomność i zaczęłam wołać o pomoc. Niestety, usłyszał to chłopak. Wbiegł do kuchni i zadał mi kolejne ciosy nożem. W sumie dźgnął mnie 14 razy w okolice serca. Aleksander znów myśląc, że umarłam poszedł do swojego pokoju. Ale ja jednak żyłam.

Miałaś siły, by cokolwiek zrobić?

O dziwo tak. Udało mi się wyczołgać z domu. Nie wiem, jak to zrobiłam, nie miałam sił, a jednak mi się udało. Przed domem zaczęłam znów wołać o pomoc.

Ktoś przybył ci z pomocą?

Tak, szybko trafiłam do szpitala i na salę operacyjną. Lekarze robili wszystko by mnie uratować, cięli i zszywali mnie nieustannie i to bez znieczulenia. Nie mogli wyjść z podziwu, jak znoszę ten ból. Ale ja myślałam wtedy tylko o tym, że Pan Jezus dużo bardziej cierpiał za nas na krzyżu. Mimo wszelkich starań lekarzy, umarłam następnego dnia po przyjęciu sakramentu namaszczenia chorych.

Co się stało z Aleksandrem? Pewnie wciąż masz mu za złe to, co zrobił…

Skądże! Jeszcze przed śmiercią mu wybaczyłam, chciałam się z nim spotkać w niebie. Po mojej śmierci trafił do więzienia. Do momentu, gdy nie objawiła mu się we śnie Maryja, nie przyznawał się do winy. Ale po tym wydarzeniu nawrócił się i za dobre sprawowanie wypuszczono go z więzienia. Później pojechał do mojej mamy z prośbą o wybaczenie i gdy powiedziała mu, że już dawno to uczyniła, wstąpił do kapucynów, gdzie przyjął imię Stefan.

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę. Twoja tragiczna a zarazem piękna historia z pewnością zostanie w sercach naszych czytelników na długo.