Dziś poznamy św. Anielę Merici – założycielkę Zgromadzenia Sióstr Urszulanek, która poprzez m.in. działalność charytatywną dążyła do odnowy Kościoła.


Gdzie zaczęła się Twoja ziemska wędrówka?

Urodziłam się w Desenzano del Garda we Włoszech, o ile dobrze pamiętam w 1474 roku. Po kilku latach nasza rodzina przeprowadziła się do Grezze. Tam dorastałam razem z czwórką rodzeństwa pasąc bydło, bawiąc się i pracując.

Co sprawiło, że byłaś osobą tak głęboko wierzącą?

Myślę, że to dzięki religijnej atmosferze panującej w domu. Tata często czytał Żywoty Świętych. Gdy miałam 5 lat zdecydowałam, że całe życie poświęcę Bogu.

Rodzice wspierali Twoje późniejsze decyzje?

Niestety nie dożyli do czasu kiedy zaczęłam się intensywnie rozwijać duchowo. Zmarli gdy miałam kilkanaście lat, ale jestem pewna, że byliby ze mnie dumni.

Kilkanaście lat miałaś również wtedy, gdy doznałaś objawienia, mogłabyś o tym opowiedzieć?

Oczywiście. To właśnie objawienie wpłynęło decydująco na moje życie. Pewnego dnia podczas pracy zobaczyłam otwarte niebo oraz procesję aniołów i dziewic zstępujących i wstępujących do nieba. Poznałam też moją zmarłą siostrę, która powiedziała, że Bóg chce posłużyć się mną w założeniu „Towarzystwa Dziewic”.

To musiało być piękne doświadczenie, dalsze życie pokazuje, że nigdy nie zwątpiłaś w jego autentyczność. Jak doszło do tego, że nazywano Cię siostrą Anielą?

Gdy umarli rodzice i siostra, wraz z bratem zostałam przyjęta do domu wuja Biancoso de Biancosi zamieszkałego w Salo. Wstąpiłam tam  do trzeciego zakonu św. Franciszka, aby ściślej naśladować Chrystusa, częściej przystępować do sakramentów świętych i móc prowadzić pokutnicze życie. Od tego czasu ludzie nazywali mnie siostrą Anielą.

Należałaś do jakiegoś ruchu? We wspólnocie łatwiej kształcić i dbać o swoją wiarę.

Tak, ruch ten nosił nazwę Del Divino Amore, a jego celem było życie religijne członków i wniesienie zbawczego fermentu w otoczenie. Zbieraliśmy się w określonych dniach na modlitwę i rozmowy duchowe. Zaprawialiśmy się przede wszystkim do praktykowania uczynków miłosierdzia chrześcijańskiego. Podjęłam pracę charytatywną. Odwiedzaliśmy szpitale, fundowaliśmy przytułki dla sierot i opuszczonych oraz zakłady i szkoły dla ubogiej młodzieży.

Co zrobiłaś, kiedy zaproponowano Ci przejęcie kierownictwa  nad dziełami miłosierdzia w Rzymie?

Dla uproszenia sobie światła Bożego udałam się z pielgrzymką do Ziemi Świętej. Kiedy znalazłam się na Krecie, prawie utraciłam wzrok. Na szczęście schorzenie minęło. W rok potem udałam się w charakterze pątniczki do Rzymu, by uzyskać jubileuszowy odpust, był to rok 1525.

Po powrocie podjęłaś się kierownictwa?

Niestety musiałam wyjechać z Brescii, ponieważ było najeżdżane przez wojska cesarza Karola V. Zajęły one całe Włochy, siejąc spustoszenie. Moja działalność przyjęła wtedy inny charakter. Prowadziłam życie przepełnione modlitwą i wyrzeczeniem. Pogłębiałam dzięki temu życie duchowe, poszukiwałam nowych dróg duchowości w chrześcijaństwie. Wśród niewielkich posług, które wykonywałam, odnajdywałam nową rolę kobiety w społeczeństwie przekształconym przez Odrodzenie. Podjęłam bardzo ważną według mnie pracę wychowawczą, którą chciałam zapobiec złym sytuacjom w rodzinach, których konsekwencją był nieład w społeczeństwie.

Z jakim wydarzeniem łączy się data 25 listopada 1535 roku?

Nigdy tego nie zapomnę. Był to dzień założenia przeze mnie zgromadzenia sióstr urszulanek. Było nas wtedy 28. 28 duchowych córek św. Urszuli.

Co na co dzień robiły siostry urszulanki?

W myśl naszej reguły zakonnej zajęłyśmy się wychowywaniem dziewcząt, przyszłych matek. W tych czasach zajmowano się bowiem w szczególności młodzieżą męską. Powiedziałam swoim siostrom, aby szły w lud. Był to nowy, stworzony przeze mnie model apostołowania w Kościele.

Dokonała matka wielu pięknych i nowatorskich rzeczy. Potrafi siostra powiedzieć kiedy rozprzestrzenił się w świecie jej kult?

Myślę, że niedługo po mojej śmierci, która nastąpiła w 1540 r., a więcej ludzi poznało mnie gdy zostałam beatyfikowana i w 1807 roku kanonizowana.

Widać, że udało się siostrze spełnić pragnienie dzieciństwa wywołane czytaniem Żywotów Świętych. Dziękujemy za piękny przykład życia!