Uroczystość Chrystusa Króla oraz złożenie Przyrzeczenia przez kolejnych członków KSM w naszej Archidiecezji, zainspirowały mnie do refleksji na temat naszej autentyczności.

Przyrzeczenie jest, niewątpliwie, bardzo wzruszającym aktem, który z jednej strony ma swój aspekt zewnętrzny, wyrażający się w publicznym podjęciu decyzji o realizowaniu powołania do służby Bogu, z drugiej zaś strony – aspekt wewnętrzny, bardziej osobisty, w którym powierzamy Najwyższemu naszą młodość i całe nasze życie. Czy rzeczywiście pozostajemy wierni słowom wypowiedzianym kiedyś głośno Katedrze Poznańskiej?

Wielu z nas, relacjonując problemy występujące w oddziałach, wskazuje między innymi na brak nowych członków, czy też niedostateczny autorytet Kierownictwa. Źródła tych trudności bywają różne. Niemniej jednak, często wynikają one po prostu z rozdźwięku między tym, co członkowie KSM deklarują, a tym, co w praktyce czynią. Innymi słowy – z braku autentyczności. Zakładane na co dzień maski, okazują się być silniejsze od wyznawanych w głębi duszy zasad, a strach przed wyśmianiem powoduje, że nie potrafimy sprzeciwić się złu. Tym samym, pozorne zwycięstwo w postaci akceptacji grupy, wywołuje jednocześnie rozmycie tożsamości, a życie jest budowane na kłamstwie.

Lekarstwem na tę chorobę jest przede wszystkim osobiste spotkanie z Bogiem na modlitwie. Prawdę o sobie możemy poznać tylko przeglądając się w miłującym wzroku Chrystusa, nigdy natomiast w oczach innych ludzi. On uwalnia nas od kompleksów, obłudy i strachu. To On pomaga nam dokonywać rzeczy, które po ludzku wydają się być skazane na niepowodzenie. Nikt nie jest bez grzechu. Każdy z nas może jednak powierzyć Chrystusowi swoje zranienia, niepewność i zwątpienie. Dlatego też trwajmy w Nim jak latorośl w winnym krzewie, byśmy z odwagą i radością, słowem i czynem potrafili świadczyć, że tylko On jest Drogą, Prawdą i Życiem.

Na zakończenie rozważań pozostaje mi tylko zacytować skierowane do nas słowa Jana Pawła II:

Jakże gorąco Wam życzę, każdemu z Was i każdej (…), ażeby młodość wyposażyła Was w mocny zrąb zdrowych zasad, ażeby sumienie Wasze już w tych młodzieńczych latach osiągnęło swą dojrzałość, przejrzystość, która pozwoli Wam zawsze w życiu pozostać „człowiekiem sumienia”, „człowiekiem zasad”, człowiekiem, który budzi zaufanie, który jest wiarygodny.
(Parati semper)

Tego sobie i Wam życzę.