Dziś porozmawiamy ze św. Józefiną Bakhitą, siostrą Kanosjanką, patronką sudańskich chrześcijan, zgromadzeń Sióstr Kanosjanek  i Braci Kanosjanów, a także wszystkich dzieł miłosierdzia, w szczególności nastawionych na ubogie dziewczęta i kobiety.


– Nosi siostra bardzo ciekawe i rzadko spotykane imię. Skąd pomysł rodziców, by nadać swojej córce właśnie takie imię?

– „Bakhita” w języku arabskim znaczy „szczęściara”. Niestety imienia tego nie nadali mi moi rodzice. Bakhitą nazwali mnie moi pierwsi porywacze, ponieważ uważali, że jestem „szczęściarą”, mogąc być niewolnicą tak bogatych ludzi jak oni. Swojego prawdziwego imienia, które wybrali dla mnie rodzice nie pamiętam.

– Została siostra porwana i nie pamięta swojego prawdziwego imienia? Jak to możliwe?

-Myślę, że powinnam opowiedzieć tę historię od początku. Urodziłam się w 1869 roku w Olgossie w zachodnim Sudanie. Moja rodzina była jedną z zamożniejszych w wiosce. Miałam trzy siostry i trzech braci. Byliśmy ze sobą bardzo zżyci i troszczyliśmy się o siebie wzajemnie. Niestety moje szczęśliwe dzieciństwo zostało zachwiane już, gdy miałam siedem lat, porwano moją najstarszą siostrę. Wtedy po raz pierwszy doświadczyłam prawdziwego bólu..

– Musiało być to okropne, utracić kogoś tak bliskiego. Dlaczego ją porwano?

-Tak to było okropne, nigdy nie zapomnę tego uczucia, które zagościło w moim sercu po jej utracie. Niestety w tamtym czasie często porywano dzieci, moja siostra nie była wyjątkiem. Handlarze niewolników uprowadzali dzieci z wiosek i mieli z tego później niemałe zyski.

-Przyszło siostrze dorastać w trudnych czasach. Niedługo potem podobna historia przytrafiła się Tobie, siostro Józefino, prawda?

-Zgadza się, po około roku od tego zdarzenia, zostałam podstępem uprowadzona z mojej wioski. Porywacze siłą nakłonili mnie do pójścia z nimi i zabronili mi się odzywać. Szliśmy całą noc, aż wreszcie dotarliśmy do ich wioski, gdzie uwięzili mnie na jakiś czas w ciemnej izbie. Najbardziej przykre w tym zdarzeniu jest to, że porwali mnie mieszkańcy pobliskiej wioski, ludzie podobni do tych w mojej rodzinnej Olgossie. Był to ich zawód, uprowadzali dzieci, by potem sprzedać je handlarzom.

– Rzeczywiście, niektórzy ludzie z żądzy zysku potrafią dopuścić się największych podłości. Czy nie próbowała siostra od nich uciec?

-Kiedy trafiłam do niewoli byłam zrozpaczona, bardzo cierpiałam z powodu utraty rodziny. Myśl o ucieczce pojawiła się we mnie dopiero po pewnym czasie.  Kiedy sprzedano mnie innemu arabskiemu handlarzowi, poznałam dziewczynkę w podobnym wieku i razem udało nam się wymknąć. Niestety po nocy ucieczki trafiłyśmy pod dach mężczyzny, który najpierw nam pomógł, a gdy tylko wypoczęłyśmy po wędrówce, sprzedał nas na targ niewolników.

– Później pewnie trafiła siostra do wspomnianych wcześniej majętnych właścicieli? Jak traktowali oni swoją służbę?

Na początku dobrze, sumiennie spełniałam wszystkie swoje obowiązki, więc nikt mnie nie karał. Dopiero, kiedy pewnego razu popełniłam błąd przy usługiwaniu jednemu z synów mojego pana, zostałam za to wychłostana. Leżałam po tym zdarzeniu bezwładnie ponad miesiąc.

– Czy mogłaś później u nich zostać?

-Nie, sprzedali mnie pewnemu tureckiemu generałowi. Cierpiałam tam na początku z powodu odłączenia mnie od przyjaciółki, lecz później..

-Co się stało? Czy przestała siostra za nią tęsknić?

– Nie, nie przestałam, ale nie myślałam o niej już tak często. Po prostu nie miałam czasu ani siły nawet na to żeby pomyśleć. U owego generała spędziłam trzy najgorsze lata mojego życia. Biczowano mnie prawie codziennie, gdy tylko pani miała na to ochotę, wyładowywała na mnie swoją złość. Razem z innymi niewolnikami byłam niedożywiona i nie miałam nawet posłania, na którym mogłabym odpoczywać. Najgorszą rzeczą było nadawanie niewolnikowi znaków właściciela czyli tak zwane tatuowanie. Nie opowiem na  czym ono polegało, ponieważ jest to zbyt drastyczne, ale mogę wyjawić, że po tej torturze na moim ciele nadal jest kilkadziesiąt blizn.

-Jak to możliwe, że siostra cały czas wykonywała polecenia, pomimo tych wszystkich okropieństw?

-Tak już byłam nauczona. Robiłam o co mnie proszono lub co kazano mi zrobić. Przywykłam wkrótce do rozkazów. Wiem też, że choć nie znałam jeszcze wtedy Boga, On czuwał nade mną w tym trudnym czasie.

-Nie znała siostra naszej religi? To kiedy nastąpiła zmiana? W końcu została siostra chrześcijańską świętą.

-Po trzech latach mój dotychczasowy właściciel, z powodu wyjazdu, był zmuszony mnie sprzedać. Kupił mnie włoski konsul – Calisto Legnani, który był chrześcijaninem. Dzięki niemu pierwszy raz zetknęłam się z tą religią, lecz były to dopiero początki.  Przez kilka lat służby u konsula zaznałam zupełnie innego traktowania niż dotychczas, na nowo odczułam życzliwość i miłość, których już od dawna mi nie okazywano.

-Czy pod opieką konsula poznała siostra naszą wiarę?

– Nie, nastąpiło to nieco później, kiedy byłam już pod opieką kolejnej rodziny. Z powodu wojny prowadzonej w Afryce, razem z przyjacielem mojego pana  – weneckim kupcem, wyjechaliśmy do Włoch. Po dotarciu na miejsce przywitała nas żona tego przyjaciela, która spodziewała się dziecka. Dowiedziałam się później od konsula, że wywarłam na niej tak dobre wrażenie, iż chce ona abym była opiekunką jej dziecka. Konsul z racji dobrych relacji łączących go z tą rodziną, podarował mnie im jako prezent. Stali się oni moimi ostatnimi już właścicielami i to po części dzięki nim rozpoczęłam przygotowania do chrztu.

– Wstąpiła siostra do zgromadzenia Kanosjanek, czy to one rozpoczęły katechumenat?

– Tak, to właśnie dzięki tym siostrom odkryłam, że moje miejsce jest w zakonie. Znalazłam się tam, ponieważ moja pani musiała oddać mnie i swoją córeczkę pod opiekę, kiedy w ważnych sprawach wyjechała z kraju. Podczas katechumenatu była we mnie ogromna chęć poznania Boga. Nauczyłam się kochać Boga i dziękować Mu za to, że pomógł mi uwolnić się od trudów życia w niewoli. Gdy moja pani wróciła do Włoch bardzo chciała mnie odzyskać, niestety ja nie mogłam do niej wrócić. Z całego serca pragnęłam przyjąć sakramenty święte i pozostać z siostrami. Kiedy w końcu pani nie udało się mnie przekonać, byłam zadowolona z tego, że nie uległam, ale też rozpłakałam się poruszona ostatnią prośbą jej córeczki, żebym z nią została.

-Miała siostra w swoim życiu wiele trudnych wyborów. W końcu jednak ta kolejna decyzja – wstąpienie do zakonu sióstr Kanosjanek przyczyniła się do świętości.

– Tak, rzeczywiście, decyzji w życiu musiałam podjąć bardzo wiele i bardzo dużo przeszłam, ale jestem szczęśliwa będąc na tym miejscu i wiem, że były to dobre decyzje. Gdybym kiedyś spotkała tych, którzy mnie porwali i prześladowali, szczerze bym im podziękowała. Gdyby nie oni nie zostałabym chrześcijanką i świętą.

– A na czym polegała siostry praca już po ślubach zakonnych?

– Swój czas spędzałam na modlitwie, niesieniu pomocy potrzebującym a także na zwykłych pracach codziennych, gotowaniu, sprzątaniu i szyciu. Później od 1927 roku zaczęłam pielgrzymować po różnych domach zgromadzenia, starając się budzić ducha misyjnego, jednak po dwóch latach wróciłam na stałe do domu zakonnego w Schio.

– Czy to tam zakończyła się siostry ziemska wędrówka?

– Tak, to właśnie w Schio zakończyłam swoje życie na ziemi. Pod koniec życia pragnęłam już tylko spotkania z Panem Bogiem. 8 lutego 1947 roku Matka Boża wzięła mnie do siebie. Gdy odchodziłam, szeptałam Jej jaka jestem szczęśliwa, że mnie kocha.

– Nie dziwi nas to, że w 2000 roku została siostra kanonizowana. Po tak pięknym, godnym przykładu życiu była to „nagroda” na którą siostra w pełni zasłużyła. Mamy nadzieję, że siostry życie będzie dla wielu pięknym przykładem życia w miłosierdziu.