Dlaczego czasem warto wstać z kanapy?

„Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, zjawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy tamci weszli w obłok. A z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn wybrany, Jego słuchajcie”. W chwili, gdy odezwał się ten głos, Jezus znalazł się sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmiali o tym, co widzieli.” (Łk 9, 33-36)

Każdy, kto kiedykolwiek był na obozie rekolekcyjnym wie, co to za uczucie – chciałoby się tu zostać cały rok, zatrzymać czas. Siedzimy w namiocie, w lesie na karimacie, albo na kanapie obok domku… no właśnie – na kanapie.

W KSM-ie można też czasem znaleźć takie kanapy, o których mówił papież Franciszek podczas czuwania w Brzegach. Robimy wszystko, żeby motywować się do działania, duchowo „naładować akumulatory”, a koniec końców lądujemy i tak na kanapie – z poczuciem, że coś się skończyło, że wracamy do szarej codzienności, że tego nie da się przenieść do „zwykłej” rzeczywistości. Znacie to? Ja tak. Słyszałam to nieraz i sama też nosiłam w sobie takie przekonanie.

Jak uczniowie na Taborze – przeżyli coś niezwykłego, chcieli zostać dłużej, rozbić namioty, jednak kiedy Jezus ściągnął ich z tej góry, nie pisnęli nikomu ani słowa. Nie podzielili się z resztą – jakby nic się nie stało.

Na szczęście Pan Jezus jest cierpliwy. Wie, że dla uczniów przyjdzie czas, kiedy naprawdę doświadczą, że „coś” się stało i nie będą już mogli przejść nad tym do porządku dziennego. I już nie będą mogli usiedzieć na tej kanapie. O to modlimy się w Różach Różańcowych KSM. Tego też życzę sobie i Wam, a szczególnie uczestnikom tegorocznego obozu w Rybojedzku :)