Światowe Dni Młodzieży już za nami. Postanowiłam zapytać Dominikę, Juliannę, Anię i Magdę o to, jak minął im ten czas.


Miało mnie tam nie być, ale byłam! Co robi Pan Bóg kiedy ma wobec kogoś plan, SWÓJ PLAN?  Właśnie to. Okazuje się, że tam, gdzie chciałeś jechać w terminie odbywania się ŚDM w diecezjach, brakuje dla ciebie miejsca. Na początku żal? Tak. Ale Hiszpanie, których przyjęłam, byli tak cudowni, ze żal to by był, gdyby mnie nie było w Lesznie, z nimi. Zawiązałam piękne znajomości, gościłam pięknych sercem ludzi, poznałam wspaniałe osoby, dzieliłam się razem z nimi tym, co Jezus zrobił w moim życiu. Dzięki nim zmieniło się moje nastawienie do Światowych Dni Młodzieży, przełamałam również swoją barierę językową :) Niespodziewanie udało mi się przyjechać na Dni diecezji do Poznania. Ogromną niespodzianką od Pana była informacja, ze mogę jechać do Krakowa, a dowiedziałam się o tym dwa dni przed planowanym przez grupy wyjazdem. Co w Krakowie? Survival, ale cudowne wspomnienia. Pan dotknął również mojego serca, doświadczając mnie pewną ważną dla mnie myślą i odczuciem. 

Cały ŚDM 2016 był dla mnie ogromnym prezentem, Bożym prezentem, który jest dla mnie jednym wielkim cudem i odczuciem woli Bożej. Mam nadzieję, że Panama też będzie mi dana :)

domnika-mosionDominika Mosion

 

Dni w Diecezji były wspaniałe. Widziałam je z trochę innej strony, ponieważ byłam wolontariuszem, ale myślę, że pozwoliło mi to jeszcze bardziej docenić wszystkie wydarzenia na poznańskiej Cytadeli i później w Krakowie. Poza tym dość rzadko często ma się okazję do 4 w nocy pomagać przy sprzątaniu na Cytadeli, rozmawiać z wieloma ludźmi z całego świata i relacjonować te wydarzenia na portalach społecznościowych, więc na pewno nigdy nie zapomnę tego czasu.

W Krakowie najlepszym dniem był piątek, od rana byłam na katechezach na stadionie, wieczorem uczestniczyłam w Drodze krzyżowej i spotkaniu z przyjaciółmi z Poznania, którzy właśnie wtedy przyjechali do Krakowa. Z wydarzeń najbardziej podobały mi się katechezy dla Polaków na stadionie, to właśnie tam poczułam w pełni atmosferę ŚDM, wiele się na nich nauczyłam i szczerze mówiąc zmieniłam trochę zdanie o biskupach, oczywiście na plus.

Cały ten czas Światowych Dni Młodzieży dał mi poczucie, że nie jestem sama. Wielu moich rówieśników śmieje się z tego, że wierzę, mówią że to średniowieczne zwyczaje, czasem nie jest łatwo. Teraz już nie będę przejmowała się tymi głosami i pełna dumy odpowiem „Tak wierzę, jak miliony innych młodych ludzi z całego świata i wiesz co? Dobrze mi z tym! „

Julianna PawlakJulianna Pawlak

 

Początkowo ,ze względu na ogromne różnice kulturowe, nie podobało mi się na Światowych Dniach Młodzieży. Jednak już drugiego dnia przekonałam się do zagranicznych pielgrzymów, dzięki czemu dużo łatwiej było mi przeżywać wszystkie wydarzenia, które bardzo mi się podobały i wywarły na mnie ogromny wpływ.

Myślę, że najbardziej wpłyneły na mnie (chyba najpopularniejsze) słowa papieża Franciszka, że świat nie potrzebuje świetych kanapowców. Bo jest to kwintesencja dzisiejszego swiata i trudnosci jakie napotykamy jako katolicy. Światowe Dni Młodzieży pomogły mi przełamać bariere jezykową, poznać inne kultury i inne sposoby wychwalania Boga, a także dały mi ogromną duchową lekcję.

Ania Szulta 

 

Światowych Dni Młodzieży wyczekiwalam od dwoch lat, z każdym kolejnym dniem tegorocznych wakacji cieszyłam sie coraz bardziej. Na takim wydarzeniu, z tyloma ludźmi, z Papieżem Franciszkiem, za szybko znowu nie będę, dlatego od razu zapisalam się na wyjazd.

W samym Krakowie podobała mi sie atmosfera, atmosfera jedności chrześcijańskiej i wielkiej miłości. Jednak z organizacji nie jestem zadowolona. Noclegi były na wielkich polach, pod namiotami, higiena ograniczała sie naprawdę do minimum. Poczatkowo nasza grupa miała spać w szkole, ze światłem, z prądem. Dopiero w ostatniej chwili okazało się, gdzie śpimy. Niewątpliwie była to okazja do zbliżenia z naturą i mrówkami. Zwłaszcza z mrówkami. Dojazd pociągami był bardzo trudny. Do peronu mieliśmy ok 8 km, a pociągi były bardzo oblegane. Zdarzyło sie też, że zamknięto perony z powodu za dużej ilości oczekujących. Także pod wzgledem transportu i zakwaterowania było bardzo niewygodnie i męcząco. Jednak warto było sie przemęczyć, żeby zobaczyć niewyobrażalnie wiele ludzi, chrześcijan. To niesamowite, że w jednym miejscu może zebrać sie tłum takich samych ludzi, ludzi wierzących w Chrystusa. To naprawdę budujące. Zdałam sobie sprawę, że jest nas dużo, że nasza wiara jest silna, powinniśmy być z niej dumni i dzielić sie nią z innymi. Miłość jest tym, co powinno łączyć wszystkich ludzi, nie tylko chrześcijan.

Magda Ludwiczak