Nadszedł wreszcie wyczekiwany przez wielu piękny czas: Adwent! Już od poniedziałku zanim wzejdzie słońce każdego dnia rzesze ludzi będzie gromadzić się na roratach. I tak aż do 24 grudnia.


Liturgia Słowa – 29.11.2015
I niedziela Adwentu

przejdź do czytań

1 Tes 3,12-4,2
Pan niech pomnoży liczbę waszą i niech spotęguje waszą wzajemną miłość dla wszystkich, jaką i my mamy dla was; aby serca wasze utwierdzone zostały jako nienaganne w świętości wobec Boga, Ojca naszego, na przyjście Pana naszego Jezusa wraz ze wszystkimi Jego świętymi. A na koniec, bracia, prosimy i zaklinamy was w Panu Jezusie: według tego, coście od nas przejęli w sprawie sposobu postępowania i podobania się Bogu – jak już postępujecie – stawajcie się coraz doskonalszymi! Wiecie przecież, jakie nakazy daliśmy wam przez Pana Jezusa.

Komentarz

Liturgia I niedzieli Adwentu bardzo mocno akcentuje przyjście Jezusa. Ale nie to symboliczne – 25 grudnia, lecz to ostateczne. W drugim czytaniu jesteśmy zachęcani do większej miłości, aby nasze serca w każdej chwili były gotowe na spotkanie z Bogiem, który jest najprawdziwszą i najdoskonalszą Miłością. Następnie  św. Paweł zachęca nas, abyśmy stawali się coraz doskonalsi. I to polecenie idealnie wpisuje się w nadchodzący okres Adwentu. Jest to doskonały czas do podjęcia postanowień, które mają kształtować nasz charakter. Należy jednak pamiętać, aby to, czego się podejmiemy, nie było bezmyślne. Łatwo jest powiedzieć: w Adwencie nie jem słodyczy. Ale czy poza marzeniem o pozbyciu się kilku kilogramów taki pomysł przybliża nas do dnia ostatecznego? Może warto usiąść i zastanowić się jaka sfera naszego życia trochę kuleje, w czym moglibyśmy się udoskonalić? Może za mało czasu poświęcamy na czytanie Pisma Świętego? A może spędzamy zbyt dużo czasu przeglądając strony internetowe? To od nas zależy czy dobrze wykorzystamy ten Adwent i przygotujemy swoje serca na spotkanie z Bogiem. Żadne choinki, prezenty ani lampki nie zastąpią prawdziwej radości Świąt Bożego Narodzenia, która ma swoje źródło w Chrystusie.

Świadectwo

Adwent zawsze kojarzył mi się z roratami. W mojej parafii zawsze odbywały się one o godzinie 17, czyli trochę inaczej niż to wynika z tradycji, która mówi, że jest to pierwsza Msza św. o wschodzie słońca. Kiedy byłam w liceum dużo słyszałam o „Roratach u Dominikanów”, które rozpoczynały się o godzinie 6. Było to dla mnie duże wyzwanie, zwłaszcza że do Kościoła nie miałam blisko, ale ciekawość zwyciężyła. Poszłam raz, drugi, trzeci i tak już od kilku lat. Niesamowite wrażenie robi na mnie to, że po osłoną nocy rzesze poznaniaków i nie tylko (niektórzy przyjeżdżają z daleka) gromadzą się w Kościele aby wspólnie przeżywać ten piękny czas przygotowania do Świąt. A po Mszy jest czas na śniadanie i rozmowy.

Najlepsze jest uczucie, gdy roraty się kończą, a ja mam przekonanie, że lepiej tego dnia nie mogłam zacząć. Wyzwania i trudności, które na mnie czekają maleją, a uśmiech pojawia się na twarzy mimo ujemnej temperatury na dworze.

Już nie mogę doczekać się poniedziałku!