Kiedy zobaczyłem ogłoszenie o pielgrzymce KSM do Włoch, moja decyzja była natychmiastowa: muszę tam być! Z nieznanych powodów jestem zakochany w Italii od urodzenia, tak po prostu, czułem z tym krajem wielką więź. Spodziewałem się, że będzie to zwykła pielgrzymka. Było zupełnie inaczej…

Piękno odkryte na nowo

Nie jest to typowa relacja z pielgrzymki, spisałem raczej moje osobiste odczucia. Nie był to mój pierwszy wyjazd w tamte strony. Poprzednim razem, mniej więcej dwa lata temu, zwiedziłem właściwie cały Rzym i parę mniejszych malowniczych miasteczek. Tamta pielgrzymka wywarła na mnie wielki wpływ, był to bowiem czas, w którym dopiero zacząłem odkrywać piękno naszej wiary. Odwiedzenie tylu świętych miejsc umocniło mnie w niej, przebywanie w pobliżu miejsc pochówku dwóch największych apostołów uświadomiło mi, że oni faktycznie chodzili po ziemi. Hostia przemieniona w kawałek mięśnia sercowego pomogła zrozumieć cud eucharystyczny.

Mimo tego, że tym razem odwiedzałem właściwie te same miejsca, miałem wrażenie, jakbym odkrywał Rzym na nowo. Zupełnie inaczej patrzy się na świat po kilku latach. To, co wtedy wydawało mi się istotne, teraz zbywałem jednym spojrzeniem. Oczywiście widok niektórych świątyń wciąż zapierał mi dech w piersiach, z tą różnicą, że wtedy liczyło się fizyczne piękno, a teraz zwracałem też uwagę na świętego, z którym dane miejsce jest związane, co nadawało miejscu nowy wymiar. Idealnym przykładem jest bazylika św. Pawła za murami. Wtedy zachwyciła mnie sama świątynia w sensie architektonicznym. Ogromna, piękna, a przy tym bez zbędnego przepychu. Tym razem głównym zainteresowaniem cieszył się św. Paweł. Przez te dwa lata zdążyłem dokładnie poznać życiorys świętego i zachwycić się nim. W samej bazylice może nie doznałem niczego niezwykłego, ale dopiero kilka dni później. Poczułem pewnego rodzaju więź ze świętym Pawłem. Może nawet nie więź, a takie niezwykłe uczucie. Powtarza się ono, ilekroć spojrzę na jego posąg stojący przed bazyliką. Ciężko je opisać. Uświadomiłem sobie, że kiedyś dokonany wybór patrona na bierzmowanie nie był przypadkiem.

fot. flickr.com/chenkr

fot. flickr.com/chenkr

Żywoty Świętych wśród Alp

Przechodząc dalej, bardzo silne wrażenie wywarły na mnie Alpy. Nie mogłem oderwać od nich wzroku. Wielkie, przytłaczające całą okolicę skały, a gdzieś między nimi droga z malutkimi samochodami albo, co dla mnie bardziej zachwycające, stare miasteczko położone w dolinie. Jeżdżenie w takiej okolicy to sama przyjemność (przynajmniej dla pasażera). W tworzeniu piękna Bóg bije nas na głowę! Właśnie podczas takich podróży autokarem oglądaliśmy kilka filmów, które przybliżyły nam życiorysy świętych, do których się udaliśmy. Dość ciekawe było dla mnie spostrzeżenie, że każdy z nich, czy to Antoni, czy Franciszek, czy Rita, prowadzili normalne życie, które nagle wywróciło się do góry nogami, a święci poszli drogą wskazaną przez Chrystusa. Jest to scenariusz, który może się zdarzyć każdemu z nas i kolejny dowód na to, że wszyscy jesteśmy powołani do świętości.

Audiencja u Papieża

Moje wspomnienia wiążą się także z centralnym punktem pielgrzymki, czyli z audiencją generalną u Ojca Świętego i to temu wydarzeniu poświęcę najwięcej uwagi. Jego słowo do wiernych dotyczyło głównie rodziny, tematu ostatnio „na czasie”. Podczas pielgrzymki Papieża na Kubę i do Stanów Zjednoczonych, odbyło się VIII Światowe Spotkanie Rodzin w Filadelfii, a kilka dni po naszej audiencji rozpoczynał się Synod poświęcony rodzinie. Ojciec Święty słusznie zwraca uwagę właśnie na rodzinę, która odgrywa kluczową rolę w rozwoju człowieka. To z niej wynosimy nasze wartości, przekonania, czy sposób myślenia. Co do samej audiencji, jest niesamowitym przeżyciem być tak blisko papieża Franciszka. Wydaje się być taki łagodny, ale dysponuje przy tym olbrzymim autorytetem. Nic dziwnego, że jest uwielbiany. Spotkanie kogoś takiego na żywo zostawia w człowieku trwały ślad.

Na placu św. Piotra można poczuć prawdziwą jedność z innymi narodami. Oczywiście część z nich to tylko zagubieni turyści, ale tłum ludzi gromadzący się, by uczestniczyć w tej kilkudziesięciominutowej audiencji robi wrażenie. Wiele narodów, wiele kultur, ale jedna wiara. Moje próby nauki włoskiego okazały się przydatne.

Warta wspomnienia jest jeszcze sytuacja mojej koleżanki z autokaru. Już po audiencji zdecydowała się przebić przez tłum do Papieża Franciszka i zrobić mu z bliska zdjęcie. Chwilę po tym  jak przeskoczyła barierkę, pojawił się carabinieri, który ją zatrzymał. O dziwo, gdy zorientował się, że ma w ręce tylko aparat, puścił ją dalej, a nawet wskazał jej drogę. W rezultacie zrobiła zdjęcie Papieżowi z odległości zaledwie kilku metrów! Jak widać, trochę szaleństwa popłaca ;) Udział w pielgrzymce wzięły też trzy świeżo upieczone pary małżeńskie, które mogły być tuż obok Ojca Świętego w sektorze dla VIP-ów.

Pielgrzymka KSM do Rzymu

fot. A. Superczyńska

Arrivederci Roma!

Mógłbym tu jeszcze sporo napisać o tym, co mnie zachwyciło, ale byłoby tego za dużo, pewnie kilka(naście) stron. Nie miałem pojęcia, że odwiedzenie tego samego miejsca może przynieść tyle nowych wrażeń. Teraz wiem, że wrodzona miłość do tego kraju nie jest dziełem przypadku. Za każdym razem, gdy tam jestem, uczę się czegoś nowego, rozwijam swojego ducha. Z pewnością niedługo tam wrócę, jest tam przecież jeszcze tyle do odkrycia…