Nie jestem specjalistą w dziedzinie kultury. Nie jestem politykiem. Nie jestem też jakąś wybitną osobistością.Jestem zwykłym obywatelem Polski – mojego kraju. Tu mieszkam, żyję i pracuję. I żywo interesuję się tym, co mojego kraju i narodu dotyczy, m.in. wyborami, a w ostatnich dniach również pielgrzymką muzułmanów do Europy i Polski.

Naród miłosierdzia?

Początkowo mój strach i niezrozumienie dla tej kultury i religii wziął górę – zdecydowanie byłam przeciwna przyjmowaniu ludności islamskiej do Polski. Bo przecież oni nie będą z katolikami żyć w zgodzie. Mamy w końcu w Polsce tylu ludzi pokrzywdzonych przez los, którym w pierwszej kolejności należy się nasza pomoc, więc może najpierw pomóżmy im, a dopiero potem zajmijmy się uchodźcami, a w ogóle to może niech Ci uchodźcy, skądkolwiek by nie byli (bo w końcu z Afryki też uciekają) znajdą sobie jakiś inny region i niech tam zostaną – bo co my jesteśmy, jakiś naród miłosierdzia? Będziemy przyjmować bez ograniczeń? I tak dalej, spirala się nakręcała.

Uchodźcy, imigranci

fot. flickr.com/benginahmad

A potem papież Franciszek powiedział wprost, że każda parafia ma przyjąć jedną rodzinę. Zamknął mi tym usta i sprawił, że przez moment poczułam bunt. Z tych wcześniej wymienionych powodów i z morza innych, których teraz to już nawet nie pamiętam.

Pomyślałam sobie początkowo – no zgłupiał. My mamy przyjmować tych ludzi? Po co wgóle? Niech radzą sobie sami. Przeczytam jednak, co też Papież tam napisał.

Być jak Chrystus

Cóż, z notatek prasowych, jak zawsze skrótowych, niewiele powaliło mnie na łopatki. No tak, przyjąć. Jesteśmy zamknięci na potrzeby innych, dobrze nam tak, jak jest, wszechobecny egoizm itd.. Tylko dlaczego mamy ich przyjąć? Muszę chyba dodać, że nie mam telewizora, a radia słucham tylko rankiem około 40 minut – przed wyjściem do pracy. I wszędzie trąbią, że mamy przyjmować, mimo tego, iż ciągle piszą o mordach, gwałtach i makabrach dokonanych przez muzułmanów. I Papież też mówi, by przyjmować.

I idąc do pracy, odmawiając tradycyjnie swoje „dziesiątki”, przyszła mi do głowy pewna myśl, która odwróciła totalnie moje myślenie. Co uczyniłby Chrystus w takiej sytuacji? Przyjąłby. A sokoro jesteśmy uczniami Chrystusa, to my też przyjąć musimy. Idąc dalej i drążąc tę myśl, zapytałam się samą siebie, dlaczego mamy przyjąć i dać schronienie uchodźcom, patrząc z punktu widzenia Bożego Miłosierdzia i Miłości, która poświęciła wszystko, by otworzyć nam, grzesznikom, niebo. A to jest przecież proste i oczywiste.

Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.
(Mt 25,40)

Uczynki miłosierdzia względem ciała: głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć, więźniów pocieszać, chorych nawiedzać, umarłych pogrzebać.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie.
(Mt 5,3-12)

Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.
(Rdz 1,27)

fot. flickr.com/takver

fot. flickr.com/takver

Pomoc i tolerancja

I jeszcze tylko pół zdania wyjaśnienia. Nie tylko nas stworzył na Swój obraz i podobieństwo. Muzułmanów, Romów, Cyganów, Niemców i Rosjan też. Wszystkich nas stworzył na Swój obraz i podobieństwo. Czy wypaczymy ten obraz i zminimalizujemy podobieństwo – to już inna para kaloszy.

Wielu zastanawia się jeszcze, co do materilanych konsekwencji przyjęcia uchodźców. Bo nie ukrywajmy – to będzie kosztować. Tyle tylko, że to my chcemy coraz więcej luksusu i dóbr, które nie są nam niezbędne. Oni chcą dachu nad głową, czegoś do jedzenia i poczucia bezpieczeństwa. I być może pracy.

Jeszcze ostatnia kwestia – religii. Narzucania islamu nam – chrześcijanom. Nie chodzi przecież o to, czy narzucają nam cokolwiek. Raczej o to, czy damy sobie narzucić. Bo przecież tolerować – znaczy tyle, co znosić, pomimo braku akceptacji. Mamy być miłosierni i pomagać tym, którzy tego wymagają, ale:

On jedynie skałą i zbawieniem moim, twierdzą moją, więc się nie zachwieję.
(Ps 62,3)