„Stań do walki!” – tak brzmiało entuzjastyczne hasło tegorocznego obozu w Rybojedzku, który zgromadził sporo młodych osób z Poznania i okolic. I wbrew pozorom nie jest to slogan reklamujący kurs karate czy rekrutujący ochotników do średniowiecznej grupy rekonstrukcyjnej, lecz myśl przewodnia obozu formacyjnego Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży.

Czy dziewięć dni spędzonych w lesie to czas, który pozwoli przebyć drogę „od zera do bohatera” i z przeciętnego ucznia gimnazjum, szkoły średniej, bądź studenta uczynić nieustraszonego Bożego wojownika? Idea piękna, a jednak budzi pewien sceptycyzm. Obozowa codzienność nie obfituje bowiem w spektakularne wydarzenia. Wczesne wstawanie, modlitwa, poranne i wieczorne apele, wspólne posiłki, prace obozowe, spotkania w grupach, dyskusje przy ognisku, a przede wszystkim stanowiąca centrum każdego dnia Eucharystia, składają się na dość spokojny, choć radosny obraz. Oczywiście są też bardziej emocjonujące chwile, jak nocna warta czy podchody, jednak obóz w Rybojedzku to przede wszystkim formacja. W tym roku podczas spotkań w grupach poruszaliśmy temat cnót kardynalnych i teologalnych. W oparciu o lekturę Pisma Świętego i dokumentów Kościoła zastanawialiśmy się, w jaki sposób rozwijać te cnoty w codziennym życiu. Naszą więź z Bogiem w czasie obozowych rekolekcji budowały zarówno rozmowy, dyskusje i teologiczne łamigłówki, jak również modlitwa ‒ wspólnotowa oraz indywidualna. Z dala od zgiełku miasta i w oderwaniu od codziennych trosk mieliśmy niepowtarzalną okazję otworzyć się na głos Tego, który nas powołał.

Szczególny czas

Każdy tego typu wyjazd to szczególny czas, kiedy Bóg dotyka naszych serc. Cudowne chwile, gdy szum liści i świeży zapach leśnego poszycia leczą to, co w nas chore, niespokojne, obolałe. Słowa, które mają w sobie moc utwierdzania w tym, co słuszne. Spojrzenia, uśmiechy, serdeczne gesty, które sprawiają, że bliżej nam do drugiego człowieka. Trudno nie czuć się szczęśliwym w tak wspaniałej atmosferze. Każdy wojownik potrzebuje czasu, aby uleczyć rany, odsapnąć po trudach walki i odzyskać siły do dalszej wędrówki. Jednak pobyt w duchowym uzdrowisku nie może trwać wiecznie. Po pewnym czasie przychodzi moment powrotu do domu i stanięcia twarzą twarz z codziennością, własnymi wadami oraz lękami. Znowu zalewa nas fala medialnego bełkotu, agresywnych reklam, przykrych wiadomości. Ludzie, których spotkamy nie mają w oczach blasku ‒ są zmęczeni, smutni, potrzebujący wsparcia, a może nawet z jakiegoś powodu nieżyczliwi. To właśnie jest ten moment, kiedy naprawdę trzeba stanąć do walki – moment, do którego przygotowywaliśmy się przez cały czas rekolekcji.

Kapitał

Wracając do pytania, które postawiłam na początku artykułu… Obóz formacyjny to czas prawdziwych cudów, ale pamiętajmy o tym, że aby stać się bohaterem nie wystarczy pięknie przeżyć jedynie dziewięciu dni w roku. W Rybojedzku otrzymaliśmy ogromny kapitał i mnóstwo entuzjazmu, ale od nas samych zależy, jakie owoce przyniosą kolejne tygodnie, gdy wzniosłe emocje już opadną, a  przyjdzie czas żmudnej pracy. Dlatego też, Drodzy Rycerze Pana, życzę Wam i sobie, aby nigdy w naszych sercach nie zabrakło MĘSTWA – nie takiego, które objawia się brakiem lęku, lecz takiego, które gwarantuje nam „stałość w przekonaniach i wytrwałość w działaniu”. Niech ROZTROPNOŚĆ pozwala nam mądrze gospodarować czasem i zdolnościami, a UMIARKOWANIE chroni przed nadmiernym folgowaniem swoim zachciankom i popadaniem w złe przyzwyczajenia. Niech naszymi relacjami z bliźnimi kieruje przede wszystkim SPRAWIEDLIOŚĆ, a nie nasze subiektywne oceny i uprzedzenia. A przede wszystkim życzę wszystkim Bożym Wojownikom niezachwianej WIARY w Tego, który nas umacnia, NADZIEI na to, że każdego dnia może dokonywać cudów w naszym życiu oraz MIŁOŚCI do wszystkiego, co dobre i piękne.