Mieć własną hodowlę kur to, wydawać by się mogło, w dzisiejszych czasach żaden problem. Ale mieć swoją kurę na Madagaskarze brzmi co najmniej dziwnie.


Z pomysłodawcą szalonej, ale jednocześnie szlachetnej akcji Kura na Madagaskar, ks. Radosławem Rakowskim z parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa i św. Floriana w Poznaniu rozmawiała Angelika Wyrwich.

Skąd wziął ksiądz pomysł na to, aby wysłać kury… na Madagaskar?!

Mój kolega Piotr, oblat, jest misjonarzem na Madagaskarze. Bardzo chcieliśmy mu pomóc, coś dla niego zrobić, wykonać jakiś gest miłości, solidarności między nami. Postanowiliśmy kupić mu kury, żeby mógł je rozdać wśród swoich parafian i żeby tamci ludzie mieli przez to codzienne jedzenie.

Dlaczego akurat kury?

Bo nie krowy! (śmiech) Kura jest tania i przez to łatwiej nam kupić akurat ją. Człowiek włączając się w naszą akcję, przekazując pieniądze, ma skończone dzieło. Zapłaci dwadzieścia złotych i wie, że jego kura na pewno będzie na tym Madagaskarze i na pewno będzie jakąś konkretną pomocą dla tych ludzi, którzy tam żyją. Dlatego kury, ponieważ inne rzeczy byłoby nam trudno zgromadzić, tak, aby przekazać je jednorazowo. Moglibyśmy za-miast tego kupić na przykład cegłę, ale kura, wydaje mi się, jest ciekawszym pomysłem.

Na pewno szalonym. Ile jest rodzin na Madagaskarze, które potrzebują takiej pomocy?

Mój kolega ma trzydzieści wiosek pod swoją opieką, które obchodzi. Kiedy wyrusza w podróż, idzie od wioski do wioski, odprawia tam Msze Święte, sprawuje sakramenty. Niebawem przyjedzie też tu do nas, do Poznania. Będzie mógł sam opowiedzieć o tamtym życiu. Potrzeby są ogromne. Ludzie na

Kura na Magadaskar

fot. kuranamadagaskar.pl

Madagaskarze wodę biorą z rzeki, nie mają za bardzo codziennego pożywienia, trudno im tam żyć, więc jakakolwiek pomoc jest takim naszym gestem miłości, a jednocześnie jest to dla nich dobra rzecz.

Akcja się szybko rozwija. Widać, że zainteresowanie jest spore.

To prawda, zainteresowanie jest duże. Bardzo się cieszę, że w akcję zaangażowali się także moi znajomi. Moja koleżanka Kay, która narysowała grafikę, stworzyła też historię kury, która idzie z walizką przez lotnisko. Kolega Paweł, który stworzył stronę internetową i profil na Facebooku i który to wszystko kontroluje i koordynuje, a na dodatek sprawił, że jest to czytelne. W ten sposób człowiek, wchodząc na stronę akcji, od razu wie, o co w niej chodzi. Bez stworzenia dobrego zespołu kreatywnych ludzi, trudno cokolwiek zrobić.

Grafika na stronie jest faktycznie niebanalna. Widzimy kury na leżakach, pod palmami, czy z walizkami w skrzydłach. Z pewnością te radosne obrazki także przyciągają ludzi.

Ludziom Madagaskar nie kojarzy się nawet tyle z krajem, co z bajką i na myśl o Madagaskarze od razu wszyscy się uśmiechają, mają miłe skojarzenia. Nie chcieliśmy pokazywać biednego dziecka z pustym talerzem, które bardzo cierpi. Chcieliśmy żeby ta akcja miała wymiar wesoły, pozytywny, żeby ludzie angażowali się w coś dobrego i czuli, że chrześcijaństwo to jest religia radości i przez tę radość możemy pomagać innym. Wszystkie akcje, które tworzymy przy naszej parafii, staramy się robić przede wszystkim z naciskiem na to, żeby dawały coś ludziom angażującym się w pomoc, aby uczestnicząc w tym tworzeniu dobra, czuli się szczególnie.

Na czym będzie polegał cały proces przekazania tych kur. Z Polski faktycznie zwierzaki lecą
„z biletem w ręce”, jak na grafikach widocznych na stronie, czy przekazywane będą pieniądze, a kury kupowane będą na miejscu?

To bardzo skomplikowany proces. Zebrane pieniądze najpierw musimy wymienić ze złotówek na dolary. Później przekazać je mojemu koledze na Madagaskarze i jego współpracownikom. Oni kupią kury na miejscu, rozwiozą po poszczególnych wioskach i rodzinach. Trzeba też nauczyć mieszkańców hodować te zwierzęta, tak, aby od razu ich nie zabili i nie zrobili z nich pierwszego dnia rosołu. Z hodowli mogą przecież mieć na przykład jajka, przez co zapewnią sobie codzienne pożywienie. Jak widać, jest to duży proces, dzięki któremu, jak sądzę, uda nam się zmienić cały system myślenia i funkcjonowania tych ludzi.

Wyznaczyliście jakiś końcowy termin zbiórki?

Sęk w tym, że nie chcielibyśmy żeby ta akcja tak momentalnie zgasła i koniec z pomocą. Chcemy, aby miała ona swoją pierwszą edycję, za jakiś czas drugą, a później kolejne. Na początek planujemy im dać tych kur tysiąc i to jest nasz punkt docelowy. Dziś mamy już siedemset, więc raptem trzysta brakuje nam do osiągnięcia wyznaczonej przez nas liczby.

Czy takie inicjatywy są w Kościele potrzebne? Czy nie wystarczy, że zajmują się tym akcje humanitarne i międzynarodowe ośrodki pomocy społecznej?

Samo tworzenie takich projektów ma pokazywać, że w Kościele też, a może przede wszystkim, można tworzyć dobre i piękne rzeczy. Pokazywać, że dzisiejszy wirtualny, medialny świat stoi przed nami otworem i możemy wpływać na ludzi i ewangelizować ich właśnie poprzez takie środki. Staram się też pobudzać moich znajomych, młodych ludzi, do tego, aby sami tworzyli takie rzeczy. Każdy z nas jakiś pomysł w sobie nosi i każdy z nas może stworzyć coś, co pokaże, że wspólnota Kościoła jest żywą wspólnotą. Jednocześnie staniemy się zaczątkiem dobra w tym świecie.

Kura na Madagaskar

fot. kuranamadagaskar.pl

I jednocześnie żaden pomysł nie jest głupi, jeśli możne komuś pomóc, prawda?

Otóż to! Każde działanie, jakie podejmujemy, nawet jeśli nie ma spektakularnego finału, to przez sam trud włożony w podjęcie inicjatywy, czyni z nas lepszych ludzi.

I tym sposobem kura też może ewangelizować.

Jak najbardziej. Najważniejszy jest przekaz ewangeliczny – kochaj Boga i bliźniego. Jeśli kochasz Boga i pomagasz drugiemu człowiekowi, to żyjesz Ewangelią. To właśnie chcemy przekazać ludziom. Najważniejsza jest inspiracja zmiany świata i odwaga w podejmowaniu różnych zadań. Najważniejsze to nie bać się porażki. Człowiek często nie podejmuje działania, bo boi się przegranej. My też nie spodziewaliśmy się, że ta akcja tak bardzo się rozwinie. Jesteśmy zaskoczeni i wdzięczni Bogu, że nam tak błogosławi. Spróbowaliśmy, zaufaliśmy Panu, a efekty są widoczne dla każdego.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.


 

O projekcie

„Kura na Madagaskar” to projekt stworzony po to, aby pomóc mieszkańcom odległego i egzotycznego kraju. Akcja skierowana jest do ludzi dobrego serca, którzy potrafią dzielić się dobrem. Możemy wspólnie sprawić radość wielu dzieciom dostarczając im pożywienie bogate we wszystko czego potrzebują.

Tam na miejscu

Przeważająca część mieszkańców wyspy to ludzie bardzo ubodzy. Ojciec Piotr Koman, który mieszka i pracuje wśród plemion Betsimisaraka, charakteryzuje ich jako ludzi o życzliwym, pokojowym usposobieniu, prostych i uśmiechniętych, prowadzących spokojny i monotonny tryb życia. Praca Piotra wśród tubylców jest ciekawa, potrzebna, a jedno-cześnie bardzo trudna.