Wspomnienia w pytaniach i odpowiedziach. O „skoku przez płot” Karolina rozmawia dziś ze swoim Alter Ego…

Karolina: Jesteśmy przy samym końcu kadencji. Do wyborów zostało kilka dni. To pewnie czas na podsumowania. Robisz takie?

Alter Ego: Jasne, że tak. Uczą nas w KSM-ie, że po skończonym zadaniu trzeba usiąść i wypisać plusy i minusy, aby wyciągnąć wnioski na przyszłość. Teraz jest właśnie ten czas, jeśli chodzi o moje bycie w Zarządzie.

Karolina: Mam wrażenie, że o plusy i minusy jeszcze zapytam. Wróćmy jednak do początku. Maj 2014. Jaki to był dla Ciebie etap w życiu?

Alter Ego: Hmm… Czwarty rok studiów. Decyzja o podjęciu pracy zawodowej w szpitalu. Generalnie było mi dobrze w tym stanie rzeczy. Komfort. Jak się po tym okazało, był to komfort pozorny. Bo jak już przeskoczymy jakiś „życiowy płot”, to Pan Bóg nam daje odrobinę większy, z którym trzeba się zmierzyć, żeby zobaczyć, co jest pod drugiej stronie. A to, co po drugiej stronie, pociąga nas i jest bardzo ciekawe.

fot. któraś z nich :)

Karolina: Takim „płotem” było wtedy dla Ciebie kandydowanie do Zarządu?

Alter Ego: Myślę, że tak. Zawsze, kiedy zaczynam coś nowego, albo w ogóle staję przed wyborem tego nowego, myślę sobie, że się nie nadaję, że nie mam wystarczająco talentów i zdolności, że są lepsi. Tak było także rok temu. Wtedy znalazł się taki człowiek, który mnie szturchnął i powiedział „no dalej wdrapuj się na ten płot!”

Karolina: Kto to?

Alter Ego: Prezes mojej Siedemnastki. Taka rola prezesa oddziału, aby czasem dodać odwagi. Później było tylko „Gotów!”, no i szesnastu KSM-owiczów, którzy na mnie zagłosowali.

Karolina: Dokładnie pamiętasz ilu? Dobra pamięć.

Alter Ego: Raczej nie mam pamięci do takich szczegółów. Jednak ten jakoś utkwił mi w sercu. Bo tych szesnastu młodych ludzi, w te głosy włożyło swoją nadzieję związaną ze Stowarzyszeniem, z tym żebyśmy szli zawsze do przodu. Później przy podejmowaniu różnych decyzji, w czasie kiedy było trudno, zawsze towarzyszyła mi myśl „oni Ci zaufali, nie możesz ich zawieść”.

Karolina: No właśnie mówisz o trudach. Było ich wiele? Jaki był najtrudniejszy moment w czasie tego roku?

Alter Ego: Zawsze to, co piękne i wartosciowe, jest trudne. Takie jest życie. Najtrudniejsze? To odczucie, kiedy idziesz z dwunastogodzinnego dyżuru w szpitalu na spotkanie Zarządu i wiesz, że pomimo tego, że ledwo się wleczesz na Ostrów Tumski, to jak tam dotrzesz, musisz dać z siebie wszystko, czego Pan Bóg od Ciebie chce. Trudne były też dyskusje o kształcie Diecezjalnej Sekcji Formacyjnej, bowiem tutaj zawsze miałam swoje twarde zdanie. Podobnie z organizowaniem rekolekcji męskich, na które w końcowej fazie nie masz najmniejszego wpływu, bo de facto fizycznie cię tam nie ma. A ja, jak powszechnie wiadomo, lubię kontrolować to, co robię i trzymać rękę na pulsie.

Karolina: Czasem trzeba oddać stery Panu Bogu. A tak dla przeciw wagi… coś najpiękniejszego? Chwila, którą zapamiętasz?

Alter Ego: Poczucie, że jesteś na właściwym miejscu. To trudne do opisania słowami. Po prostu wiesz, że właśnie tego chce od ciebie Pan Bóg. To jest najpiękniejsze odczucie na świecie. Towarzyszyło mi podczas prowadzenia szkoleń, spotkań z ludzmi, przy pracy nad formacją… w różnych momentach. Ten stan miałam też, gdy za każdym razem na koniec spotkań Zarządu śpiewaliśmy nasz KSM-owy hymn.

karolina1Karolina: Ale tak od razu? Nie miałaś zwyczajnej tremy? Wchodziłaś do Zarządu w połowie kadencji. Cała reszta była już zgrana, znali się już jakiś czas.

Alter Ego: Tremy? Gorzej. Na pierwszym spotkaniu zwyczajnie nie wiedziałam, gdzie się podziać… tak byłam zestresowana. Trochę otuchy dodawał mi fakt, że Jędrzej też był „nowy”. Cóż powiedzieć, w moich oczach to była ekipa supermenów… Marzenka z trzyletnim doświadczeniem, znająca chyba każdego w diecezji,  Prezes – samo nazwisko Nienartowicz jak się wypowie, wiesz z kim masz do czynienia, Magda – ona chyba zna się na wszystkim i wie, co i gdzie załatwić, Tomasz, który udziela wywiadów w telewizji, radio, pisze, tworzy i sam raczy wiedzieć, gdzie jeszcze sięgają jego kontakty, Natalia – sekretarz, który z papierami to się chyba przyjaźni, zawsze spokojna i opanowana. Taki tam obraz Zarządu do którego wchodzisz…. i ty. Ale „odwagi! Nie bójcie się! Ja jestem!”

Karolina: Zapomniałaś o księdzu Tomaszu.

Alter Ego: (śmiech) Ksiądz Tomek to „swój gość” (reszta Zarządu też się później taka okazała) :P Współpracowaliśmy już wcześniej w Sekcji Formacyjnej. I co ważne, jakoś zawsze znajdowaliśmy wspólne pole do rozmów o Polsce, o jej historii i nadziei na przyszłość. Łączyła nas miłość do Ojczyzny.

Karolina: Kończąc… Jakbyś podsumowała swój rok?

Alter Ego: Marzenka zawsze przekornie mówiła nam: „Bóg tak chciał!”, tłumczac żartobliwie wszystkie niedociągnięcia i błędy :D A tak na poważnie? Hmmm… Z jednej strony – wielki czas łaski Pana Boga, który dawał mi ludzi, sytuacje, chwile, wyzwania. Z drugiej strony – wielki czas służby Kościołowi i Ojczyźnie. Tak – łaska i służba – to chyba to, co dla mnie było najważniejsze.

Karolina: Jakaś złota rada dla przyszłych członków Zarządu?

Alter Ego: Chyba jestem ostatnią, która powinna dawać rady. Ale jak pytasz, to może tak… Po prostu się nie bój, jeśli staniesz przed „płotem”! Pan Bóg czuwa i zabezpiecza Twoje tyły :)