Niesamowite. Mnie. Beztalenciu pisarskiemu. O pompatycznych skłonnościach. Babie, która zanim przejdzie do rzeczy, tak długo owija, opisuje temat i sprawdza, czy zdania dobrze brzmią, że nim czytelnik dobrnie do sedna, już dawno uśnie z nudów…

Cóż, spróbujmy. Z tym, że nie czarujmy się, prawda i tak wypłynie, więc może jednak nie będę ściemniać. Nie będę teoretyzować, jak to będzie, że ciężko, albo wręcz przeciwnie – luz, lajcik i w ogóle „nie przejmujcie się”. Bla, bla, bla. Co to, to nie. Mogę co najwyżej powiedzieć, a właściwie napisać, jak to było w Zarządzie Diecezjalnym.

Generalnie prawda jest taka, że wszystko zależy od ludzi. To oni tworzą atmosferę na spotkaniach, to oni kreują wizerunek Zarządu, to od nich zależy, czy ludzie – członkowie Stowarzyszenia – będą chętni do działań „narzucanych” przez Zarząd Diecezjalny, a przecież ostatecznie zatwierdzanych do realizacji przez Zjazd Diecezjalny.

Szczęściem wielkim od Boga jest to, że wszyscy, którzy zostali powołani do służby w kończącej się właśnie kadencji, obdażeni są ogromnym zaangażowaniem. Możecie nie zdawać sobie sprawy, jak bardzo jest to ważne, albo może macie jakieś dane z własnego „oddziałowego” podwórka. Nie wiem, jakie jest wasze doświadczenie w tej materii. Wiem natomiast, że w obecnym jeszcze przez chwilę Zarządzie nie było problemu ze zmobilizowaniem do pracy.

Niektórzy mogliby mieć wątpliwości, czy jest to rzeczywiście aż tak ważne. Dlaczego? Ano dlatego, że w Zarządzie jest przecież siedem osób plus Ksiądz Asystent. To w sumie sporo osób do pracy, nawet jeśli ktoś się ociąga i robi coś od wielkiego dzwonu. Można i tak myśleć, ale z dwuletniego doświadczenia mogę powiedzieć, że to wielki plus, gdy każdy robi to, co do niego należy, a jak jest pożar i coś się posypało, są jeszcze ze dwie dusze, które bez pytania i miauczenia przyjdą i pomogą. To jest bardzo ważne!

Drugą równie ważną sprawą jest absolutny brak obrażalstwa. Zawsze wtedy, kiedy pracowałam z ludźmi – w miejszych, czy większych grupach – był w nich taki człowiek, który gdy nie było „po mojemu”, obnosił się ze swoją obrazą majestatu. Niestety rozbija to zespól, powoduje dodatkowe spięcia, ponieważ ktoś musi zrobić coś za tego obrażalskiego, a ten jeszcze sieje zamęt i katastrofa murowana.

zd-15A tu – przez dwa lata chyba nikt się nie obraził. Może i ktoś się oburzył na jakiś tam pomysł, może i dyskusje były baaardzo powiedziałabym ogniste, może i argumenty były mocne, ale zawsze umieliśmy osiągnąć kompromis. I tak sobie myślę, że głównym tego powodem było to, że każdy z nas chciał dobra dla naszej wspólnoty. Każdy z nas chciał, by KSM się rozwijał.

To, czy nakierowaliśmy KSM Archidiecezji Poznańskiej na kierunek z którym Ty, drogi czytelniku, się zgadzasz, to już inna para kaloszy. Na pewno część z Was nie rozumie pewnych naszych – zarządowych decyzji. Za to przepraszam. Prawdą jest to, że nie zawsze umieliśmy przekazać ideę, która nam przyświecała. Doszliśmy do tego wniosku na jednym z ostatnich spotkań. Szkoda tylko, że nikt z Was nie zwrócił nam na to uwagi dużo wcześniej.

Kontynuując mój wywód dotyczący ludzi w Zarządzie – nikt z nas nie jest idealny. Każdy z nas ma wady, które jednych doprowadzają do szału, a innych wprawiają w osłupienie. Ktoś jest narzekaczem, ktoś podczas omawiania ważnych kwestii wygląda jakby przysypiał, ktoś wiecznie rzuca „sucharami”, ktoś uwielbia disco polo, ktoś wiecznie narzeka na brak pieniędzy, ktoś inny stale wymyśla i dyskutuje. A wszyscy permanentnie spóżniamy się z realizacją naszych zadań w terminie.

Ale, dzięki Bogu, wszystko jakoś się kręci. Rekolekcje się odbywają. Podczas szkoleń wyłaniają się nowi Liderzy i Zastępowi. Ktoś wygrywa turnieje sportowe. Zmieniają się kierownictwa w oddziałach i kołach. Obóz letni gromadzi corocznie rzesze młodych. Oddziały i koła działają na terenie parafii. Jubileusze gromadzą gości. Kręci się machina Marszu dla Życia. KSM-owicze się pobierają i za mąż wychodzą. Włączamy się w przygotowania do Światowych Dni Młodzieży.

zd-15aByleby tylko jeszcze pojawił się ktoś, kto przejmie tą radość tworzenia i ciężar organizacji. Nigdy nie powiem, że ten czas w Zarządzie był łatwy. Powodował konflikty w domu. Zmuszał do często niełatwych wyborów. Wymagał wyrzeczeń, poświęceń i przeorganizowania życia osobistego. Ale jednocześnie był to czas ogromnej radości dla mnie. Poznałam wspaniałych ludzi, nie tylko z naszej diecezji. Nauczyłam się wiele – tak wiele, że nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek tyle mnie życie nauczy. Poznałam radość tworzenia dzieł wielkich – bo takie są dzieła KSM-owe, które z czasem przynoszą owoce.

Cóż mogę na koniec rzec, a właściwie napisać tym, którzy w swoich sercach rozważają kandydowanie do Zarządu Diecezjalnego? Posłużę się Słowem. Tego który wszystko wie:

(…) lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali» (…) – 2 Kor 12,9