Każda decyzja jest w jakimś stopniu trudna, zwłaszcza jeśli chodzi o naszą przyszłość. Boimy się nowych wyzwań i jest to zrozumiałe – w końcu chcemy być ludźmi odpowiedzialnymi za swoje życie! A jeśli zadamy sobie pytanie: Czego chce ode mnie Bóg? – wtedy podjęcie słusznej decyzji może stać się… no właśnie, jakie?

W moim przypadku podjęcie decyzji zawsze wymagało czasu… i modlitwy. Lektura Pisma Świętego też często pomaga i kiedy dokładnie dwa lata temu rozważałam Księgę Judyty, Bóg obdarzył mnie chyba jakąś nadzwyczajną odwagą. Zdecydowałam w ostatnim dniu przed Zjazdem Diecezjalnym, że chcę służyć w kolejnej kadencji w Zarządzie. Następnie długie rozmowy z najbliższymi osobami, którym poświęcałam dotychczas swój czas, dodały mi otuchy.

Kiedy już decyzja zostaje podjęta, a w sercu panuje pokój, to znak, że pochodzi on z Góry! Możesz liczyć na Jego błogosławieństwo, choć muszę to przyznać: praca w Zarządzie wymaga poświecenia swojego czasu, ale ten czas nigdy nie jest stracony.

To, co możesz uczynić,
Jest tylko maleńką kroplą
w ogromie oceanu, ale właśnie jest tym,
co nadaje znaczenie
twojemu życiu.

natalia1Moja KSM-owa przygoda zaczęła się tak naprawdę niedawno, bo niecałe 5 lat temu. Jako członek Zarządu z najkrótszym stażem (niespełna 3 lata), czułam się mało kompetentnie i godnie, aby zasiadać przy stole do obrad z osobami, które w KSM-ie pracowały znacznie dłużej ode mnie. Dlatego na początku często zadawałam sobie pytanie: co ja tu robię? Z biegiem czasu poczułam, że stwierdzenia te były nie tylko niesłuszne, ale i nie mobilizowały do pracy. Przez dwa lata miałam okazję współpracować ze wspaniałą Siódemką, w której każdy miał inne zainteresowania, poczucie humoru, talenty, ale jeden, wspólny cel. Czas przebywania z takimi ludźmi sprawił, że mogliśmy się wzajemnie ubogacać i przez to stworzyć naprawdę zgraną drużynę! Na każdym spotkaniu, kiedy byliśmy wszyscy razem i omawialiśmy sprawy istotne dla KSM-u lub po prostu śmialiśmy się do rozpuku, pojawiała się myśl: Dobrze, że tu jestem. Właśnie tego „bycia razem” będzie mi najbardziej brakować.

Pewnie niektórzy zastanawiają się, jak wygląda praca Sekretarza w Zarządzie Diecezjalnym, a niektórych kompletnie to nie obchodzi, bo twierdzą, że to największe nudy, jakie można robić. Na pewno pozostali członkowie Zarządu pamiętają moje zagubienie w różnego rodzaju papierach, pisaniu uchwał itp. Na początku wszystko wydaje się nam trudne – czy to pierwsze dni w szkole, na uczelni, w pracy… Podobnie jest w pierwszych miesiącach pracy Sekretarza, zwłaszcza gdy nigdy wcześniej nie miało się styczności z prowadzeniem dokumentacji jakiegokolwiek Stowarzyszenia. Na szczęście w Zarządzie nie jesteśmy sami, a osoby, które mają za sobą doświadczenie w tego typu sprawach – zawsze pomogą. Dziękuję Wam zatem za rozmowy, które mnie motywowały, dodawały odwagi i zwiększały poczucie własnej wartości. Nie pisze tego dlatego, żeby zachwalać tutaj pracę sekretarską, ale właśnie wskazać, że po pierwsze, nie jesteśmy sami, a po drugie – nie takie to straszne, jak by się mogło wydawać. A doświadczenie „pisania” może przydać się w przyszłości, czego doświadczam chociażby na uczelni.

Jestem pewna, że moja decyzja była słuszna. Najprawdopodobniej nigdy nie miałabym okazji zorganizować rekolekcji, w których Wy mieliście okazje uczestniczyć. Dużą motywacją do działań były spotkania z Wami w czasie różnych akcji. Być może nie zdajecie sobie sprawy, jaką radość dawały mi Wasze oczy wpatrzone w żywego Chrystusa w czasie naszych wspólnych adoracji. To było tak oczywiste… Dobrze, że tu jestem.

natalia2Nieraz słyszę, że KSM jest potrzebny w dzisiejszych czasach, że młodzież trzeba chronić przed zgorszeniem i kłamstwem promowanym choćby w mediach. Czuję wówczas ogromna dumę z bycia KSM-owiczem. Nie siedzę wygodnie w fotelu, kiedy jest tyle rzeczy do zrobienia. I naprawdę, można działać w Zarządzie, nie mieszkając w Poznaniu. Pan Bóg zawsze znajduję genialne rozwiązania i wspaniałych ludzi!

Nie mogę pominąć osób, z którymi pracowałam w tzw. liderozespołach. To oni zazwyczaj byli bardziej opanowani ode mnie i mogłam liczyć na ich pomoc. Dziękuję też pewnemu Mężczyźnie, który od początku mojej kadencji w Zarządzie zawsze stał przy mnie i często do późnych godzin słuchał moich relacji, a także potrafił do nocy siedzieć ze mną w biurze i przygotowywać coś na ostatnią chwilę. Zdążyliście go już dobrze poznać, bo nie raz bywał ze mną to tu, to tam.

Dziękuję Wam kochani KSM-wicze za to, że nimi jesteście. Pamiętając o trudnej historii naszej Ojczyzny, bądźcie wierni Waszym ideałom. Życzę Wam nieustannego odkrywania mocy słów: dobrze, że TU jestem!

Teraz Wasza kolej!