Duchowe wsparcie jest ważne w życiu każdego człowieka. O tym jaką rolę dla sportowców pełni obecność kapłana, a przede wszystkim obecność Boga, mówił Krajowy Duszpasterz Sportowców, ks. Edward Pleń SDB w rozmowie z Angeliką Wyrwich.

Najpierw kapelan sportowców, później wielki fan sportu, czy odwrotnie?

Na pewno fan sportu, ponieważ kapelanem jestem od kilkunastu lat, a kibicem – niemalże od zawsze. Tak jak dla wielu młodych chłopaków, gdy chodziłem do szkoły podstawowej czy średniej, sportowa pasja i kibicowanie były nieodłącznym elementem mojego życia.

Ulubiona dyscyplina sportowa?

Jako Kapelanowi Sportowców trudno mi powiedzieć o ulubionej dyscyplinie. Powinienem po równo obdarzać sympatią każdą z nich. Oczywiście staram się tak robić. Muszę przyznać, że z przyjemnością patrzy mi się na piłkę siatkową, piłkę nożną, piłkę ręczną, skoki narciarskie i pływanie. Te sympatie są rozłożone we właściwych proporcjach na różne dyscypliny.

Na czym polega praca Krajowego Duszpasterza Sportowców?

Krajowy Duszpasterz Sportowców jest powoływany przez Konferencję Episkopatu Polski i współpracuje ściśle z Delegatem KEP ds. Duszpasterstwa Sportowców. Koordynuje i programuje działania w Duszpasterstwie Sportowców. Dwa razy do roku organizuje spotkania Diecezjalnych Duszpasterzy Sportowców. Towarzyszy też sportowcom, nie tylko podczas ich występów na Igrzyskach Olimpijskich, Mistrzostwach Świata, Europy czy Polski.

Krajowy Duszpasterz Sportowców

fot. archiwum prywatne ks. Edwarda

Czyli utrzymuje Ksiądz kontakt ze sportowcami także poza turniejami?

Jako Krajowy Duszpasterz Sportowców uczestniczę nie tylko w ich życiu zawodowym, ale też w życiu społecznym i rodzinnym. Spotykam się z nimi, jestem zapraszany na wydarzenia, które są dla nich ważne – śluby, chrzty ich dzieci. Sportowcy mają niekiedy wiele pytań. Jestem wówczas do ich dyspozycji także w okresie wolnym od zawodów. W te kontakty wchodzą również przygotowania do bierzmowania, do sakramentu małżeństwa. Nie chodzi o to, że sam je prowadzę. Ponieważ sportowcy są z określonych miast, diecezji, nawiązuję kontakt z miejscowymi duszpasterzami, aby to oni podjęli trud ich przygotowań do przyjęcia określonych sakramentów.

Wielu z naszych polskich sportowców uczestniczy na Msze Święte w trakcie turniejów?

Nie umiem wprost odpowiedzieć wprost na to pytanie. Chciałbym popatrzeć na nie szerzej. To wszystko, co się dzieje w naszych parafiach, to jest papier lakmusowy tego, co się dzieje w życiu sportowym. Wiemy ilu katolików uczestniczy w Mszach św. w niedziele czy święta nakazane. Zawsze podkreślam, że sportowcy są wyjątkową grupą, gdzie stopień uczestniczenia w Mszach św. nie tylko wtedy, kiedy jest to wymagane, jest bardzo duży. To taka grupa ludzi, która pod tym względem zachwyca, gdyż dają piękne świadectwo o Panu Bogu. Świadectwo, że Pan jest rzeczywistością ich życia i że modlitwa jest im potrzebna, aby się przygotować do zawodów. Warto zaznaczyć, iż wzmacnia ich to nie tylko w pracy, ale także w życiu codziennym.

Trudno sportowcom pogodzić treningi, wspomniane życie codzienne, wyjazdy na zgrupowania, zawody i jeszcze życie religijne?

Jest to bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Sportowcy to ludzie zahartowani. Ludzie, którzy wiele od siebie wymagają. Mogą iść i idą, nie tylko w jednym kierunku, jakim jest doskonalenie ciała. Wiedzą, że człowiek ma też potrzeby duchowe. Tak jak mawiał święty Paweł: Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie. Podkreślam też sportowcom, ażeby ich życie, każdy dzień, każda chwila, były dziękczynieniem Panu Bogu. Żeby czynili wszystko na chwałę Bożą. Żeby Pana Boga nie zamykali tylko w kościele. Żeby modlitwa nie pojawiała się tylko w myśl przysłowia: jak trwoga to do Boga, tylko żeby była to ich rzeczywistość. Jest bardzo wielu sportowców, którzy w taki sposób pojmują swoje zadanie człowieka wiary, człowieka modlitwy, człowieka Kościoła.

Krajowy Duszpasterz Sportowców

fot. archiwum prywatne ks. Edwarda

Jak wygląda tradycyjny dzień Krajowego Duszpasterza Sportowców w trakcie jakiegoś turnieju?

Wielu rzeczy nie można zaplanować. Kiedy przebywam ze sportowcami, jestem do ich dyspozycji całe 24 godziny na dobę. Nie można powiedzieć, że urzęduję w określonym czasie, a później mnie nie ma. Oni wiedzą, że każdej chwili mogą się do mnie zwrócić. Kiedy tylko mogę rozmawiam z nimi, podtrzymuję na duchu, staram się, żeby nie byli zestresowani, żeby przeżywali te chwile w radości.

Mam w domu książkę „Dekalog w życiu sportowca i kibica”. Czy Ksiądz ma jakieś swoje złote rady, które przekazuje sportowcom przed ważnymi zawodami?

Od wielu lat powtarzam sportowcom słowa świętego Augustyna: Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą. Ostatnio na Mistrzostwach Świata w Piłce Ręcznej Mężczyzn w Katarze powiedziałem któregoś dnia: Nie wiem dlaczego, ale przed oczyma i w sercu przewija mi się słowo „Solidarność”, które pięknie wytłumaczył św. Jan Paweł II. Solidarność to znaczy jeden dla drugiego, nigdy jeden przeciwko drugiemu.

A gdy się nie powiedzie?

Zawsze mówię naszym sportowcom: Nie szukaj przyczyny niepowodzeń u innych. Tego nie wolno. Zawsze szukaj u siebie. Nie szukaj przyczyny u trenera w jakimkolwiek sztabie. I czyń taką refleksję, żebyś od siebie dawał więcej, żebyś nie poprzestał na jakimkolwiek minimum. Żebyś był uczciwy i w razie niedyspozycji powiedział trenerowi, że nie jesteś w formie i nie idziesz, żeby istotnie nie blokować miejsca innym. To wszystko spinam klamrą, triadą. W życiu każdego sportowca i w życiu każdego z nas trzy rzeczy są bardzo ważne – pokora, cierpliwość i ciężka praca.

Wspomniał Ksiądz Mistrzostwa Świata w Piłce Ręcznej Mężczyzn w Katarze. Jakie były te zawody?

Gdy spotykam się po tych mistrzostwach z ludźmi, wszyscy mówią, że mieli stany przedzawałowe. W każdym z nas jest duma i przeświadczenie, że tam, w Katarze, dokonało się coś wielkiego, nadzwyczajnego. Nie wiem jak to było w historii, ale chyba po raz pierwszy mamy tyle radości z medalu i to nie ze złota. Ten brązowy medal tak naprawdę smakuje jak czyste złoto. Oczywiście możemy analizować, mówić o sędziach, pieniądzach itd., ale myślę, że nie tędy droga.

Co sprawiło, że jednak polscy szczypiorniści odnieśli sukces?

Ci chłopcy mieli ducha walki. Nie poddawali się. To, co dokonało się w samej końcówce meczu z Hiszpanią, jest niezwykłe. 5 sekund przed końcem to przecież Hiszpanie mieli medal w garści. Myślę, że to mężna walka, dosłowne gryzienie trawy i determinacja przyniosły taki efekt. Z drugiej strony dla mnie to też ogromny fenomen, ponieważ chłopcy sami mówili, że na Mistrzostwach Świata w Katarze w ich grze dokonują się cuda. Jakby chcieli powiedzieć, że mniej dali, a więcej otrzymali.

Wiara czyni cuda?

Sławek Szmal napisał do mnie w SMS-ie po meczu ze Szwecją: Przyjacielu, czy to już są cuda? Do mnie dopiero teraz zaczyna to wszystko docierać. Zawodnicy przed każdym meczem mówili do mnie: Przyjacielu, siedzisz za naszą bramką. Skupiony. Bo my musimy wiedzieć, jak coś nie idzie, że kapelan się z nami modli. Uczestnictwo w niedzielnych Mszach św. można zrozumieć i jest to coś naturalnego. Zawodnicy prosili jednak o odprawianie Mszy przed każdym meczem. To była ich inicjatywa, nie moja. Mogę się podpisać pod słowami Piotrka Wyszomirskiego, który po powrocie do Polski na pytanie: Co się stało w Reprezentacji Polski takiego wielkiego i nadzwyczajnego? odpowiedział bardzo prosto: To Bóg nas niósł. Oni są świadomi tego, że wiara czyni cuda. Ale wiara do samego końca. Kto wytrwa (w wierze) do końca, ten będzie zbawiony, jak mówi Pismo Święte. Zawodnicy przed każdym meczem otrzymywali z moich rąk błogosławieństwo Matki Boskiej Wspomożycielki Wiernych i efektem tych relacji był kolejny SMS-owy głos Reprezentanta Polski: Przyjacielu, będę starał się być bliżej Pana Boga. Wydaje się, że to najpiękniejsza zapłata za te chwile, które spędziłem z nimi w Katarze.

Modli się Ksiądz także za kibiców?

To jest nierozłączne. Na wszystkich spotkaniach – czy to w szkołach, czy z kibicami, także głosząc kazania w kościołach, przed ważnymi imprezami, zapraszam kibiców do tego, aby byli z naszymi sportowcami. Żeby zamiast trzymać kciuki, odmówili jedno Zdrowaś Maryjo. Żeby zamiast brać się za szybką krytykę, westchnąć za sportowców do Najwyższego po to, aby mieli siły walczyć i dawać świadectwo. Zachęcam kibiców do tego, aby identyfikowali się z naszymi sportowcami, żeby byli z nimi na dobre i na złe. A wtedy, gdy którykolwiek z naszych sportowców stanie na podium, nieważne czy złotym, srebrnym, czy brązowym, każdy ma prawo powiedzieć: Jest w tym medalu także cząstka mojej zasługi. Do takiego pięknego kibicowania zachęcam. Abyśmy dopingowali naszych zawodników, ale również, abyśmy potrafili nagrodzić oklaskami drużynę przeciwną, żeby na trybunach, w halach sportowych, była piękna, wzorowa rodzina.