Czy dla Kościoła warto stracić życie? Warto dla wspólnoty? Dla Jezusa?


Liturgia Słowa – 29.03.2015 – Niedziela Palmowa czyli Męki Pańskiej

Przejdź do czytań →

Słowo

(Mk 14, 3)
A gdy Jezus był w Betanii, w domu Szymona Trędowatego, i siedział za stołem, przyszła kobieta z alabastrowym flakonikiem prawdziwego olejku nardowego, bardzo drogiego. Rozbiła flakonik i wylała Mu olejek na głowę.

(Mk 15, 47)
A Maria Magdalena i Maria, matka Józefa, przyglądały się, gdzie Go złożono.

Komentarz

Obszerny opis Męki Pańskiej czytany z podziałem na role ma miejsce dwa razy w ciągu roku liturgicznego – w Niedzielę Palmową oraz w Wielki Piątek. Dziś jest to fragment z Ewangelii wg św. Marka. I wszystko idzie standardowo – ogród, osąd, krzyż, droga, Golgota, śmierć, grób. Jednak Ewangelia zaczyna się i kończy w dość nieszablonowy sposób. Po pierwsze… kobieta z olejkiem nardowym. Dziewczyny z rekolekcji wielkopostnych wiedzą, jaki to zapach. Odrobina wypełnia całe pomieszczenie i utrzymuje się przez długi czas. Dlaczego kobieta z Ewangelii wylała cały flakonik? W domu Szymona w Betanii pachniało tylko nim. Była hojna? Chciała stracić dla Jezusa wszystko, cały zapas olejku, który zgromadziła! Trzeba tu wspomnieć, że owy olejek kosztował w tamtych czasach trzysta denarów, a jeden denar był zapłatą za cały dzień pracy. Po drugie… opis Męki Pańskiej zamykają dwie kobiety – Maria Magdalena i Maria, matka Józefa. One zostały do samego końca. „Straciły” najwięcej czasu. Obie „utraty” są jakieś wyjątkowe, jakieś zwiastujące, że na śmierci się nie skończy.

Świadectwo

Byłam w sobotę na Misterium Męki Pańskiej na poznańskiej Cytadeli. Poszliśmy razem z kolegą sprzed lat. Wzrusza mnie jakoś ten moment, kiedy podczas sceny śmierci Jezusa z głośników dobiega głośne i przeszywające bicie serca, które nagle się zatrzymuje. Ma się wrażenie, że podłoże bije wraz z tym sercem. Gdy następnie była scena zdjęcia Ciała z krzyża, niektórzy widzowie zaczęli wychodzić, opuszczać plac, na którym było Misterium. A u mnie w sercu zaraz zrodziła się myśl: Nie idźcie jeszcze! Przecież to jeszcze nie jest koniec! Przecież na śmierci się nie kończy! Zmarnujcie jeszcze trochę czasu, parę minut, aby zobaczyć to, o co w tym wszystkich chodzi najbardziej – Zmartwychwstanie! Warto zostać do końca i stracić trochę czasu?

Dziś, pozostając w klimacie „tracenia”, zapytałam moją współlokatorkę, czy dla Kościoła warto stracić życie. Warto dla wspólnoty? Dla Jezusa? Może życie to taki olejek nardowy – to, co nasze najlepsze, zbierane, zaoszczędzone.