Dziennikarka Dzień dobry TVN, autorka bloga Bóg w wielkim mieście. Córka Boga. Na rozmowę zaprosiła mnie w nieprzypadkowe miejsce – do Vincenta przy Chmielnej w Warszawie, gdzie co tydzień spotyka się ze znajomymi po Mszy św. w kościele oo. Dominikanów. Jaka jest KASIA OLUBIŃSKA?

Od początku roku prowadzisz bloga Bóg w wielkim mieście. To Twój pomysł czy jakaś rada?

Pomysł mój, absolutnie autorska rzecz od początku do końca. Oddaje to, co dawno mi gdzieś grało w sercu, w duszy.

Dziennikarka, autorka scenariuszy i gospodyni programów telewizyjnych. Większość osób dopiero teraz, dzięki blogowi, poznaje Cię od tej drugiej strony.

Pan Bóg lubi robić takie niespodzianki. Wybiera choćby takich ludzi jak ja. Zalety posiadania własnego bloga są jednak takie, że jest on tylko i wyłącznie mój. Nie muszę brać pod uwagę żadnych interesów, żadnej stacji, profilu, tego co powinnam, jak to ma się sprzedać. Tak od serca siadam z Izą Miko i pytam ją o Boga. Nie martwimy się tym, jak zostanie to odebrane, tylko rozmawiamy szczerze. Siłą bloga jest więc na pewno prawda. Na razie cały projekt jednak raczkuje, to dopiero pierwsze miesiące.

Rozwija się jednak w dobrą stronę.

Tak, muszę przyznać, że jestem wzruszona odzewem ludzi, wiadomościami, które dostaję. Nie nadążam ich czytać. Wcześniej, jako dziennikarka, też dostawałam maile – komuś podobał się wywiad, ktoś chciał się dowiedzieć, w jakiej bluzce byłam.

Teraz pewnie poruszane są inne kwestie.

Ludzie piszą o swoich doświadczeniach życiowych, o swoich bólach, o naprawdę intymnych sprawach i o tym, że tęsknią za Bogiem i Go szukają.

Widzisz w tworzeniu bloga jakiś znak, że to Twoje zadanie na ziemi, dzięki któremu możesz pomóc innym Go dostrzec?

Blog to przede wszystkim wyraz wdzięczności, żeby podziękować za to, co Bóg zrobił
w moim życiu. Dlatego on jest w ogóle piękny, ze zjawiskowymi zdjęciami świetnej fotografki. Bardzo życzliwie potraktowały mnie wszystkie osoby, które go współtworzyły. Powiem wprost – mam od początku przeczucie, że Ktoś się tym opiekuje, że Ktoś mi pomaga, podsuwa gości i ludzi na tej drodze. Sama jestem raczej narzędziem, absolutnie nie upatruję tu swojego wielkiego sukcesu. Bycie dziennikarzem to jest właśnie bycie takim przekaźnikiem. Dla mnie to właśnie definicja dziennikarstwa. Może błędna, może w dzisiejszych czasach ten przekaźnik nie wystarczy, może trzeba się opowiadać koniecznie po jakiejś stronie i prezentować swoje poglądy. Ja do takich ludzi nie należę.

Katarzyna Olubińska TVN

fot. Jakub Szymczuk / Gość Niedzielny / bogwwielkimmiescie.pl

Niekoniecznie chodzi o to, żeby to dziennikarze sterowali tym, co mamy usłyszeć, prawda?

Owszem. Pytam i szukam, a nie mówię, jak ktoś ma żyć. Dzielę się doświadczeniem swoim i innych. Myślę, że wywiadów będzie coraz więcej. Przekazuję to, co widzę jako dziennikarka i osoba wierząca. W ten sposób to widzę – siebie jako przekaźnik, siebie jako osobę poszukującą, ale też osobiście mój wielki wyraz wdzięczności dla Niego.

Nazwa bloga nawiązuje do serialu Seks w wielkim mieście. Masz coś w sobie z głównej bohaterki – Carry Bradshaw?

Wydaje mi się, że serialowy świat przypomina ten, w którym w pewien sposób żyję. Nazwa bloga była przewrotna, ale rzeczywiście ja czy moje koleżanki z redakcji takie właśnie jesteśmy – z jednej strony silne kobiety z marzeniami, z ambicjami, które dużo w sobie pokonały, żeby robić to, co robimy. Pracujemy naprawdę w genialnej redakcji, fajnym teamie, dużo z siebie dajemy. Dziewczyny łączą to z domem, dziećmi, z innymi obowiązkami.