Każdy, kto miał kiedyś przyjemność przygotowywać się do matury, wie dobrze ile trudu i wysiłku to kosztuje. Z biegiem czasu człowiek doświadcza trudniejszych rzeczy i dochodzi do wniosku, że egzamin dojrzałości wcale nie był taki trudny. Pewnie za jakiś czas również tego doświadczę.

Póki co jednak jestem na etapie matury, dlatego skupię się właśnie na niej. Co czeka nas, maturzystów, przez najbliższe miesiące? Dziesiątki lektur, słówka, wypracowania, zadania z matematyki… Pracy dużo, a chęci i czasu często brak. Pojawia się niepokój i strach – „nie zdążę”, „nie dam rady”, „nie zdam tej matury”. W związku z tym chciałabym, drodzy Maturzyści (i nie tylko), dodać otuchy i przypomnieć, że z każdej sytuacji jest wyjście. Wystarczy komuś zaufać. Komu?

Giniemy!

Chwile zwątpienia dopadają nie tylko maturzystów. Postacie biblijne także przeżywały trudne momenty w swoim życiu. Sięgnijmy chociażby do Ewangelii wg św. Łukasza (8,22-25). Czytamy w niej o Jezusie i Jego uczniach, którzy płyną łodzią „na drugi brzeg jeziora”. Pan zasypia, a na jeziorze zrywa się wichura. Co czuli wtedy obecni w łodzi uczniowie? Jak musieli się bać? Nie o strach tutaj jednak chodzi, ale o sposób, w jaki postanowili zwalczyć zagrożenie. Nie próbowali nic zrobić swoimi siłami, ale poprosili o pomoc swojego Mistrza, krzycząc do Niego: „Giniemy!”. Co na to Jezus? „Wstał, zgromił wichurę i wzburzone wody. A one uspokoiły się i nastała cisza”. To niesamowite, że wystarczyło tylko przebudzenie się Jezusa, tylko prośba skierowana do Niego – nawet nie do końca prośba, a krzyk cierpiącego człowieka.  Na interwencję nie trzeba było długo czekać.

Jaką lekcję my, współcześni ludzie, możemy czerpać z tego fragmentu? Powinniśmy bezgranicznie ufać Jezusowi, szczególnie podczas naszych życiowych sztormów, czyli bolesnych i trudnych dla nas sytuacji (tak, maturę i sesję również możemy tutaj zaliczyć :D). Powinniśmy mieć także świadomość, że nigdy nie jesteśmy sami. „Płyniemy” przecież przez życie w jednej łodzi z Jezusem. Łódź symbolizuje naszą jedność z Nim. Sama obecność Jezusa nie gwarantuje jednak braku wichur, sztormów, burz. Bolesne sytuacje i tak nas spotykają. To próba naszej wiary, tego, na ile ufamy Bogu i na ile jesteśmy w stanie powierzyć Mu swoje życie. Sen Jezusa pozostawia nam wybór: albo ratujemy się sami, albo budzimy Mistrza i prosimy Go o pomoc. To od nas zależy, co zrobimy. Uczniowie wybrali drugą opcję. Zabrakło słów: „Panie, spraw, by wichura ustała” czy też „Zabierz nas na brzeg”. Oni tylko przedstawili sytuację, w której się znaleźli, a jej rozwiązanie pozostawili Jezusowi, który bez namysłu uciszył burzę.

Matura to bzdura?

fot. flickr.com/torresk

Recepta

W obliczu naszych życiowych trudności powinniśmy czynić podobnie. Jak? Po pierwsze prosić Jezusa o pomoc, nie polegać na własnych, ludzkich siłach, gdyż one mogą nas zawieść. Kluczem jest modlitwa i rozmowa z Panem. Nie chodzi o mówienie Mu, co ma robić, że ma być tak jak chcemy, dyktowanie warunków. „Panie, jest mi ciężko, to wszystko mnie już przerasta, jestem zniechęcony, mam dość nieprzespanych nocy, dość nauki… Pomóż mi!” – to wystarczy. Nasza prośba na pewno będzie wysłuchana. Skąd to wiem? Jezus sam nas o tym zapewnił, mówiąc: „Proście, a otrzymacie” (Łk 11, 9).

Tak więc drogi Maturzysto, zamiast narzekać weź do ręki różaniec i módl się! To najlepsze wyjście. W sumie tyczy się to każdego, kto ma podobne problemy. Przy najbliższym „dołku”, załamaniu, zniechęceniu, powiedz Panu: „Ginę”. Tylko jedno słowo… to wystarczy.

Może matura to nie do końca bzdura, ale Twój strach na pewno tak! Pozbądź się go! Nie bój się! Ufaj! Działaj! GOTÓW?