Wpisując się w nurt rozważań Druha Prezesa, chciałem rozwinąć problem, który zarysował. Jest to próba oddolnego potwierdzenia słów Zarządu, która ukazuje, że zjawisko rzeczywiście istnieje.

Jako że nie piszę z ramienia Zarządu, pominę wprost kwestię naszych rekolekcji adwentowych, bo to tylko wierzchołek góry lodowej. Mam wrażenie, że problem leży nie w naszej postawie KSM-owej, ale niestety głębiej – w chrześcijańskiej. Dlatego zachęcam, Drogi Czytelniku, byś zatrzymał się na moment i przemyślał tych kilka pytań.

Zastanówmy się najpierw: po co Kościół daje mi, konkretnej osobie, adwent? Dlaczego oddziela on Boże Narodzenie od okresu zwykłego? Wszystko co Kościół nam powierza ma jakiś cel – nic nie wymyśla ot tak sobie, tylko chce przez pewien symbol przekazać głębsze myśli, ukazać drogę do Boga.

Czym adwent różni się od okresu zwykłego? Czy był dla mnie okresem szczególnym, niezwykłym? Co zrobiłem, aby nie był zwykły? Czy uczestniczyłem w jakichkolwiek rekolekcjach w tym czasie? Czy choć raz byłem na roratach? Czy zrobiłem chociażby postanowienie?

Ten adwent zmienił moje życie, czy jestem taki sam jak przed nim? Czy jestem po tych dwudziestu paru dniach lepszy, bliżej nieba? Czy jestem gotów na Sąd Ostateczny, jeśli Chrystus miłby dzisiaj przyjść ponownie na ziemię?

Czy udoskonaliłem się?

Nie każdy musi mieć wytrwałość, ale chęci musi mieć każdy. Nad wytrwałością trzeba pracować, bo już sama ta praca nad sobą nas uszlachetnia. Tak robił św. Stanisław Kostka, tak robiła też bł. Karolina Kózkówna – przecież nie urodzili się z tym, nie żyli w innym świecie.

Czy zrobiłem coś więcej?

Nawet jeśli nie jesteśmy cierpliwi, najważniejsze jest to, aby się ruszyć. Nasze przygotowanie/nawrócenie/działanie nie zaczyna się od tego, że coś sobie postanowimy – zaczyna się od tego, że spróbujemy wprowadzić w życie to, co sobie postanowiliśmy. Dalej będzie się ono kontynuowało przez to, jak będziemy starali się wytrwać w tym postanowieniu. Tak robił św. Stanisław, tak robiła też bł. Karolina – mówiąc dosadnie: oni nas uczą, że trzeba ruszyć „cztery litery”, bo Bóg bez nas samych nas nie zbawi.

Jaki bierzemy wzór z naszych patronów?

Św. Stanisław i bł. Karolina nie byliby pod wrażeniem – podali nam dokładną receptę na świętość, tylko my nie chcemy jej wprowadzić w życie. Ad maiora natus sum, ale lenistwo sprawia, że to oni wciąż mnie zawstydzają, a nie ja ich. Do wyższych rzeczy jestem stworzony i dla nich winienem żyć!

Jeżeli na te pytania odpowiedziałem przecząco, a moja odpowiedź na ostatnie z nich rzeczywiście mogłaby wprowadzić naszych patronów w zakłopotanie, powinienem przemyśleć nie tylko sens swojego „bycia” w KSM-ie, ale zastanowić się, jakim rzeczywiście jestem chrześcijaninem.