KSM – cóż za zacna wspólnota. Nie ma to jak rozpocząć artykuł od słodzenia, by choć co niektórzy dotrwali do końca. Niemniej trzeba świadomym być tego, że chociaż wielu lajkuje, nie wszyscy otworzą i przeczytają to, co poniżej jest napisane.

Dlaczego o tym piszę? O jakim uczestnictwieprzybywaniu będzie dziś mowa?

Nie tak szybko, odpowiedź raczej nie znajdzie się w trzecim akapicie. Ale do brzegu. Każdy z nas żyje swoim życiem. Wplatamy KSM tam, gdzie chcemy, by był obecny i zakorzeniamy jego idee w naszym życiu i osobowości, przede wszystkim formując się w oddziałach (i kołach) oraz uczestnicząc w życiu parafii, na tyle, na ile pozwalają nam obowiązki. Jak wiadomo w parafiach dzieje się wiele. Czas na obowiązki się kurczy, zamiast poświęcać go na domowe relacje, często poświęcamy go na KSM.

Działalność KSM

fot. A. Borkowski

Wspaniałe jest to nasze KSM-owe poczucie odpowiedzialności. Wspaniałe jest to, że czujemy się na tyle odpowiedzialni za życie parafialnej wspólnoty, że potrafimy poświęcić niedzielę na zbiórkę czy patriotyczną wieczornicę. Wspaniałe jest kreowanie rzeczywistości świeckich w Kościele, który jest tak różnorodny, a jednak znajdują się w nim ludzie młodzi, którzy mówią tym samym językiem i chcą działać na chwałę Królestwa Bożego. Wspaniale jest patrzeć, jak wzrastacie w wierze i mądrości. Jak dojrzewacie do tego, by przejąć odpowiedzialność już nie tylko za parafię, ale też za diecezję i nasze Stowarzyszenie.

A jednak w tej beczce miodu i łyżka dziegciu musi się znaleźć… Jak wytłumaczyć, że zaangażowanie w parafii jest tak ogromne, a by zaangażować kogokolwiek w działania diecezjalne, to trzeba się czasem tyle naprosić i motywować, że w sumie człowiek czasem sam dwa razy by to zrobił i „zmarnował” mniej czasu? Jeśli ostatecznie zadanie wykonał ktoś inny, to czas się nie zmarnował.

Żeby była jasność – nie oczekuję, że wszyscy będą natychmiast odpowiadać „Gotów” na każdą inicjatywę i prośbę o pomoc ze strony Zarządu Diecezjalnego. Prosząc Was o pomoc, zostawiając Wam możliwość wyboru, zakładamy że możecie powiedzieć „nie”. Więc jeśli nie możecie w czymś pomóc, nie jesteście w stanie – powiedzcie wprost – nie mogę teraz, mam inne obowiązki. Ale nie zbywajcie mnie tekstami: zastanowię się, dam znać, muszę to przemyśleć. To jest marnowanie naszego wspólnego czasu.

Tak dla porządku – święta w tej kategorii nie jestem. Zdarzało mi się często (na szczęście jakiś czas temu), że przeciąganie decyzji z mojej strony było standardem, bo liczyłam, że znajdzie się ktoś inny, bardziej kompetentny, kto zrobi to lepiej, albo po prostu zrobi to on, a nie ja.

Co niektórzy się oburzą, że z diecezją przecież nie jest tak źle, że przecież wszystko się toczy, ludzi do przyrzeczenia było trzydziestu kilku, a w zeszłym roku raptem kilkunastu, że przecież podejmujemy się coraz większej ilości inicjatyw – bo i Marsz dla Życia i Światowe Dni Młodzieży, i działania KSM-owe na coraz szerszą skalę itp. A i owszem, to prawda – tyle tylko, że w Diecezjalnej Sekcji Formacyjnej pracuje ok. 5 osób, a zastępowych mamy niemal 6 razy tylu. Komitety – jeśli jakiekolwiek działają, to pojawiają się w nich stale te same osoby – czyli i obóz formacyjny i Marsz dla Życia i desant i formacja organizowana, przygotowywana i przeprowadzana jest przez te same 15 osób…

Wracając do mojej osoby – pamiętam, że gdy mnie proszono o pomoc, zawsze wydawało mi się, że nie jestem do końca kompetentna w danym zadaniu. A teraz – stojąc po drugiej stronie i prosząc Was o pomoc, myślę sobie, że to był z mojej strony jakiś absurd tak myśleć. Dlaczego?

Zaangażowanie KSM

fot. J. Szofer

Przecież nie prosimy o pomoc w sprawach, które mogą kogokolwiek przerosnąć. Prosimy o to, co osiągalne i realne do zrobienia. Prosimy o to, w czym jesteście dobrzy lub o to, w czym możecie stać się świetni. Nie prosimy gitarzysty o kaligrafię. Prosimy, by zastępowi wspierali w działaniach i pracach sekcję formacyjną. Prosimy, by liderzy włączyli się w organizację wydarzeń diecezjalnych. Prosimy, by Mistrzowie Polski w futsalu czy siatkówce zorganizowali trening i zbudowali drużynę. Prosimy, by prezesi zmotywowali członków oddziałów i kół do uczestnictwa w wydarzeniach diecezjalnych.

Gdy jednak patrzę na zapisy na rekolekcje adwentowe, to ogarnia mnie pewien niepokój. Dlaczego? Coraz mniej liczne są te rekolekcje. Miała to być okazja do budowania wspólnoty. Przestrzeń, która poza letnim obozem formacyjnym ma integrować wszystkich KSM-owiczów. A tymczasem zapisanych jest… kilka osób. Nawet nie dobijamy do 10 uczestników.

Martwi mnie to. Bo znów przyjadą i zorganizują te rekolekcje Ci, którzy już działają i wiedzą, dlaczego wspólnota jest ważna. A przecież łatwiej pracować z ludźmi, których się zna. Łatwiej poprosić ich o pomoc, gdy się z nimi choć chwilę rozmawiało. Łatwiej tej pomocy udzielić, gdy pyta ktoś, kogo znasz osobiście, a nie tylko ze słyszenia. Oddział do działania jest wspaniały, ale to w diecezji musi istnieć KSM, by parafialny oddział mógł działać.

Nie zapominajcie o tym, że działanie w diecezji jest naturalną koleją działania w oddziale. Bo by oddział mógł wzrastać, „starzy” członkowie muszą przekazywać pałeczkę młodszym, by oni przyciągali do oddziału nowych ludzi chętnych, by się zaangażować. Ale takie „odejście” od oddziału ma być jednocześnie przejściem do działalności w diecezji, bo inaczej byłaby to strata potencjału i Waszego czasu, który z własnej i nieprzymuszonej woli poświęciliście, by KSM się rozwijał.

Dlatego zapraszam na rekolekcje adwentowe! Bo to jest właśnie miejsce, gdzie mamy poznać się, by w przyszłości móc na siebie nawzajem liczyć…

Gdzie się zbierze dwóch lub trzech, dobro mając na celu,
tam przebywa Chrystus żywy tworząc jedność z wielu.