Jak wiecie, w miniony weekend odbywały się w Konarzewie rekolekcje przed przyrzeczeniem. Jak wyglądały? Co dały? Dlaczego wzięłam w nich udział i jak osobiście je przeżyłam? O tym właśnie tutaj.

Po co i dlaczego?

Odpowiedź właściwie prosta. Chcę złożyć przyrzeczenie, dobrze przygotować się do egzaminu, bardziej poznać KSM i stać się jego pełnoprawnym członkiem. Ale to nie wszystko. Nie byłabym sobą, gdybym decydując się na rekolekcje nie myślała o tym, że spotkam znajomych, z którymi widzę się bardzo rzadko, że będę mogła z nimi porozmawiać i pośmiać się… To jeden z priorytetów. Nie mogę też zapomnieć o Panu Bogu, który jest ze mną przez cały czas i oprócz tego, że okazuje mi swoją Miłość na co dzień, doświadcza mnie nią także na każdych rekolekcjach. Tak było i tym razem.

Jak spędzaliśmy czas?

Oczywiście bardzo dobrze i ciekawie! W ciągu dnia oczywiście Msza św., spotkania razem z Karoliną, ks. Tomkiem Brussy, Alą, Marzeną i Michałem, który przeprowadził z nami pogadankę w niedzielne przedpołudnie. Na prowadzonych przez nich konferencjach i szkoleniach mogliśmy lepiej poznać strukturę KSM-u i jego historię, przyjrzeć się życiu naszych patronów i zaznajomić się z elementami tożsamości naszego Stowarzyszenia. To także świetny czas, aby uświadomić sobie i zrozumieć, po co w ogóle jest przyrzeczenie.

Rekolekcje przed przyrzeczeniem KSMCo dały rekolekcje? Jak je przeżyłam?

Przeżyłam je cudownie! Właściwie jak każde rekolekcje KSM-owe. Podszkoliłam trochę swoją wiedzę, dowiedziałam się nowych rzeczy, chociażby na temat patrona czy historii. Poznałam bliżej strukturę Stowarzyszenia. Dowiedziałam się też, po co jest przyrzeczenie – nie tylko po to, by stać się prawowitym członkiem KSM-u; nie tylko po to, by mieć możliwość stać się później Zastępową i Liderem, czego pragnę; nie tylko po to, by je po prostu mieć, ale po to, by Jezus mógł bardziej działać w zadaniach i decyzjach, które będą związane z działaniem w naszym stowarzyszeniu.

Czas minionych rekolekcji to także okres wielu niespodzianek, które Pan Bóg mi sprawił. Spotkałam się z tymi, z którymi dawno się nie widziałam. Miałam możliwość śpiewania z innymi na chwałę Boga, było mi dane poznać świetnych i zwariowanych ludzi oraz dowiedzieć się, że np. kolega, który śpiewa ze mną w szkolnym zespole należy do KSM-u ;) Dotarło także też do mnie to, że nie na wszystko mogę odpowiadać: GOTÓW!, tak jak bym z chęcią postępowała. Są obowiązki, które trzeba spełniać poza KSM i zgadzając się na coś trzeba mierzyć swoje siły na zamiary.

Podsumowując: chociaż byłam niewyspana, do szkoły nie do końca przygotowana, to BYŁO WARTO! Na zakończenie chciałam podziękować wszystkim uczestnikom, organizatorom, osobom, które nas odwiedziły – za wszystko! Głównie za to, że po prostu byliście i mogłam razem z Wami zwyczajnie porozmawiać ;)

Przyszły członek Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży
Dominika