Konkret i bogactwo… tak można w dwóch słowach określić dzisiejszą Liturgię Słowa. Podejmuje wiele tematów – grzech, upomnienie, przebaczenie, miłość braterska, jedność, wspólnota – człowiek nie wie od czego zacząć…


Liturgia Słowa – 07.09.2014
XXIII niedziela zwykła

Przejdź do czytań

Słowo

(Ez 33,7-9)
To mówi Pan: Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela po to, byś słysząc z mych ust napomnienia przestrzegał ich w moim imieniu. Jeśli do występnego powiem: Występny musi umrzeć – a ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi – to on umrze z powodu swej przewiny, ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie. Jeśli jednak ostrzegłeś występnego, by odstąpił od swojej drogi i zawrócił, on jednak nie odstępuje od swojej drogi, to on umrze z własnej winy, ty zaś ocaliłeś swoją duszę.

(Rz 13,8-10)
Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo.

Komentarz

Prorok Ezechiel dostaje od Pana Boga trudne słowo o upominaniu. Jako stróż Izraela ma się wziąć za upominanie narodu wybranego. Rzecz to trudna, bo wiadomo z jakim odbiorem się spotka. Jednak Pan tłumaczy, dlaczego posyła go do takiej właśnie misji – ze względu na troskę o duszę. Wysyła posłańca z upomnieniem, bo zależy Mu na zbawieniu człowieka. Dzieli się odpowiedzialnością za to zbawienie z nami, bo jeśli widzisz, że ktoś grzeszy, a nie upomnisz, to jesteś współwinny. Mega! Czym zatem jest w tym kontekście braterskie upomnienie? A może czym nie jest? Nie jest wytykaniem błędów, udowadnianiem, że jesteśmy lepsi czy gorsi. A jest… długiem miłości spłaconym wobec bliźnich. Dlaczego długiem? Bo jeśli sami dostępujemy Miłosierdzia, to chcemy, aby to samo spotkało naszego brata czy siostrę. Chcemy dla niego tej samej Bożej Miłości. Zatem punktem wyjścia do upomnienia jest właśnie to… miłość. Czy zawsze?

Świadectwo

O tym, jak bardzo nie wychodzi mi upominanie innych, nie zamierzam pisać… Jedno jest pewne – nie umiem tego robić. Jednak chciałam wspomnieć o jednym upomnieniu, które kiedyś sama otrzymałam. Byłam wtedy prezesem oddziału. Takim prezesem, który czuł się mega pewnie w swoim liderstwie i który czasem nie widział człowieka, a tylko zrobione bądź nie zadanie w oddziale. Perfekcjonizm zabija wszelkiego ducha wspólnoty. Agnieszka, mój zastępca w prezesostwie,  po jednej z sytuacji, kiedy właśnie tak było, kiedy zabrakło jedności, napisała mi list z upomnieniem. Dała mi go po wyjściu z adoracji Najświętszego Sakramentu. Pisała go właśnie przed Nim. Nie był łatwy dla mnie i dla niej. Konfrontacja z rzeczywistością niedoskonałą była i jest we mnie bardzo trudna. Jednak nie było by mnie w KSM-ie, w Kościele, gdyby nie to odważne, stawiające na szali naszą znajomość upomnienie. Trzeba mieć odwagę, aby upomnieć, bo przecież tym upomnieniem można tak po ludzku kogoś stracić, jeśli tego nie przyjmie.  Chodzi jednak przecież o czyjeś zbawienie, a nie o relacje tu na ziemi. Aga była wtedy odważna w miłości. Wiem to! Dziś jest przyjacielem.

Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdy brat twój zgrzeszy [przeciw tobie], idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. (Mt 18, 15)