Każdy z nas kiedyś cierpiał. Pojęcie bólu każdy rozumie inaczej. Z medycznego punktu widzenia ma to swoje uzasadnienie, każdy organizm ma własny próg bólowy. Jak podchodzimy do cierpienia? Czym ono jest?


Liturgia Słowa – 31.08.2014
XXII niedziela zwykła

Przejdź do czytań

Słowo

(Jr 20,7-9)
Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś. Stałem się codziennym pośmiewiskiem, wszyscy mi urągają. Albowiem ilekroć mam zabierać głos, muszę obwieszczać: Gwałt i ruina! Tak, słowo Pańskie stało się dla mnie codzienną zniewagą i pośmiewiskiem. I powiedziałem sobie: Nie będę Go już wspominał ani mówił w Jego imię! Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień, nurtujący w moim ciele. Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem.

(Mt 16, 24-25)
Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.

Komentarz

Jeremiasza, jednego z największych proroków Starego Testamentów, widzimy dziś w sytuacji kryzysowej. Jest prorokiem, łącznikiem pomiędzy ludem Izraela a Bogiem. Wiadomo jak traktowano posłańców bożych… Jeśli obwieszczali dobre i przyjemne rzeczy – byli noszeni na rękach, a więzieni i chłostani, kiedy wzywali do nawrócenia, wskazywali na błędy i grzechy, tak jak kilka wersetów wcześniej prorok Jeremiasz. Teraz walczy on już w swoim wnętrzu. Jednak piękny jest jego bunt. Cierpienie w jego życiu okazuje się mostem do rozmowy. Szczerej i otwartej rozmowy z Najwyższym. To krzyż jest drogą, wcale niełatwą, która pozbawia nas życia prowadząc ku Życiu.

Świadectwo

Jako pielęgniarka stykam się z cierpieniem na co dzień. Pewne sytuacje i doświadczenia już mnie tak nie dotykają. Pacjent nadal jest dla mnie człowiekiem, a nie klientem, ale potrafię zachować zimną głowę i opanować emocje w czasie jego kryzysu, aby efektywnie mu pomóc. Inaczej sytuacja ma się, kiedy cierpienie dotyczy mnie osobiście, albo osób bardzo mi bliskich.

Mam taki czas tęsknoty i rozdartego serca. Tęsknoty za rodzicami, bratem, za przyjaciółmi, za Lesznem, za górami… Rozdartego serca pomiędzy Wadowicami, Lesznem a Poznaniem. I choć to nie cierpienie fizyczne, to jakoś boli. Pewnego wieczoru wracając z Leszna po krótkich odwiedzinach kochanych siedemnastkowiczów było właśnie tak… boleśnie i płaczliwie. Postanowiłam zrobić jedną rzecz, nie dbając już czy i kto będzie to widział. Było już późno i ciemno. Bez szans na jakikolwiek otwarty kościół. Przed każdą (prawie) świątynią w Polsce są krzyże misyjne. One nie tylko służą temu, aby obwieścić kiedy były w parafii rekolekcje misyjne. Wtedy krzyż był mi potrzebny po to, aby podejść, oprzeć głowę i go objąć… aby stracić trochę życia i oddać Panu. Ty także czasem tracisz dla Niego życie?