Poszukujemy autorytetów i przewodników. Chcemy mieć pewność, że ten któremu zaufamy ma rację i prowadzi nas we właściwym kierunku. Są rodzice, wykładowcy, nauczyciele, księża… Jest też Jezus? Jeśli masz głód słowa – każda sobota godz. 16:00!


Liturgia Słowa – 11.05.2014
IV niedziela wielkanocna

przejdź do czytań

Słowo

(Ps 23, 1)
Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego.

(J 10, 1-5)
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych.

Komentarz

Jezus doskonale zna swoich słuchaczy. Wie, że ludzie starożytnego Izraela to głównie pasterze. Mówi do nich ich językiem, symbolami i obrazami, które dobrze znają. Mówi o sobie, że jest pasterzem owiec, że woła po imieniu i wyprowadza. Jak dowiemy się z antyfony, jest dobrym Pasterzem (por. J 10, 14). Co to oznacza? To, że każdy z nas ma osobistego coacha, ma przewodnika, który jest specjalistą ds. życia. Pytanie czy mamy do Niego zaufanie? Czy znamy Jego głos? Jak mówi Dawid w psalmie ufności – Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego. Jeśli moim Panem jest Jezus, to niczego mi nie zabraknie. Będę miał wszystko, czego potrzebuję. Wierzysz w to, że Pan właśnie tak się o Ciebie zatroszczy?

Świadectwo

Często sama nie wiem czego chcę. Wydaje się to kobiecą cechą a dla mnie to już w ogóle bardzo charakterystyczne. Przeczytałam liturgię słowa na czwartą niedzielę wielkanocną już w poniedziałek i wzniosłam bożą myśl do Nieba: No dobra. Skoro tak, to daj mi Jezu to, czego najbardziej według Ciebie potrzebuję w najbliższym tygodniu. Wiedziałam, że tym samym skazuję się na tydzień pełen niespodzianek, ale też konieczności zaufania Pasterzowi. I tak też było. Mnóstwo zaskoczeń i odpowiedzi na pragnienia serca, nawet te ukryte.

Pierwsza… budzik zadzwonił pół godziny później, co oznacza nici ze śniadania, bieg na tramwaj, żeby zdążyć i nerwy od samego rana. Zazwyczaj nic nie pasowało. Tramwaje się nie zgrywały tak, abym szybko dotarła do szpitala na zajęcia. Tamtego dnia… idealnie! Jeszcze nigdy nie byłam tak szybko na Ogrodach. Przypadek? Nie.

Druga… następnego dnia okazało się, że zajęcia mamy na oddziale onkologii dziecięcej. Miejsce gdzie spędziłam kiedyś caaaały miesiąc praktyk i nie wspominam tego dobrze. Jednak wykładowczyni wyznaczyła mi do opieki małego Błażeja, chorego na białaczkę. Chyba najbardziej pogodne dziecko na oddziale. Po pół godzinie wspólnej zabawy zauważył różaniec na moim nadgarstku i mówi: Bozinka. I obracał go w swoich małych rączkach przez dłuższą chwilę. Mały Błażej dał mi takie mega świadectwo, że mi osobiście zrobiło się głupio, że nieraz otwarcie i bez lęku nie umiem się przyznać do wiary. Dostałam ogromną lekcję, której się nie spodziewałam. Przypadek? Na pewno nie.

Trzecia… byłam w radiu na promocji Marszu dla Życia, pierwszy raz w życiu. Dałam się namówić marudzącym prośbom rzecznika KSM naszej archidiecezji. Poszłam tam z obawami, ale i z ciekawością. Po audycji stwierdziłam, że Jezus dał mi ciekawe, nowe doświadczenie. I fajnie, że to dał! Przypadek? Chyba nie.

Obdarował mnie jeszcze wieloma rzeczami w minionym tygodniu. Był hojny! Nie zabrakło mi niczego. Sprawdziłam na własnej skórze – jest dobrym Pasterzem. Polecam każdemu!