Mam wrażenie, że swoje artykuły do Servitusa napisał już każdy. Poczułam się więc zmobilizowana presją społeczeństwa , ale także swoją chęcią, do naskrobania czegoś mniej lub bardziej poczytnego.

Uwaga: NIE piszę w imieniu Diecezjalnej Sekcji Formacyjnej… to będzie czysta „prywata”.

Tytuł artykułu to cytat z życia wzięty. Każdy, kto kiedyś kogoś upominał, dawał dobre rady, po prostu chciał dobrze, usłyszał z tej drugiej strony te słowa: „Święty się odezwał!” Pejoratywne określenie naszych dobrych chęci. No właśnie… masz chęć, aby zostać świętym?

To pytanie towarzyszy mi od października, kiedy to zostałam dumną mamą chrzestną uroczego Filipa. Zdałam sobie wtedy sprawę, że tuż po chrzcie trzymałam na rękach małego świętego. Tak czysty to człowiek nie jest już nigdy później. I niby wałkuje się nam w kościele, na katechezie, podczas spotkań do bierzmowania, że „ziemskim powołaniem każdego chrześcijanina jest świętość”. Taaa… i można by tak słuchać i słuchać, a jak patrzymy na obrazy świętych, to już nam się nie chce. Dopiero czytając ich biografię dowiadujemy się, że byli zwykłymi ludźmi, popełniali błędy, robili zarazem wielkie i małe rzeczy. Zatem co decyduje, że ktoś jest świętym, a inny nie? Heroiczność cnót? Co to znaczy? A może same chęci? Może trzeba po prostu świadomie chcieć.

Ja chcę zostać świętą! Wiecie, ale nie taką cichą świętą, o której po śmierci nikt nie usłyszy spoza najbliższego grona. Nie! Chce być jedną z tych ogłoszonych przez papieża. I może to takie bez pokory jest, i może mam jakieś takie marzenia z księżyca. Ale czemu nie? Bo święty to przecież człowiek, który przewraca jakąś rzeczywistość, większą bądź mniejszą, do góry nogami, zmienia swoje i innych myślenie. Pokazuje Pana Boga od innej strony. Czemu jeszcze chciałabym być „ogłoszoną świętą”? Bo wtedy święty jest bardziej zajęty w niebie. Co chwilę musi chodzić do Pana Boga i mówić Mu: „Panie, ten Kowalski już tak marudzi od kilku dni, weź mu już to daj, bo prosi i prosi”. A przecież każdy z nas lubi pomagać. Czujemy się spełnieni, zadowoleni, gdy ktoś za naszą przyczyną jest szczęśliwy. Nie chciałbyś spędzić wieczności na pomaganiu?

fot. Archiwum KSM

Moja patronka, której imię noszę od czasu sakramentu bierzmowania, św. Urszula Ledóchowska tak pisała:

Święty to przyjaciel, pocieszyciel, to brat kochający. Odczuwa nasze biedy, troski, modli się za nas, pragnie dobra naszego i szczęścia.

Zatem… Ty też chcesz być świętym?


PS Jeśli za kilkadziesiąt lat jakiś dostojnik z kurii będzie Cię pytał o mnie, zbierając materiały do procesu beatyfikacyjnego, powiedz prawdę… ona sama się obroni, a Pan Bóg i tak wie swoje. Przekaż też ten artykuł, może będzie decydujący w sprawie decyzji o beatyfikacji bł. Karoliny Matyasik. Będę wdzięczna! :)