Życie… Teoretycznie znamy jego wartość. Bronimy nienarodzonych dzieci, prawa do godnej śmierci każdego człowieka. Teoretycznie. Bo czy w praktyce naprawdę ŻYCIE jest dla nas CUDEM?

Życie…

Jak wiemy, ma wielką wartość. Dlaczego? Bo to Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Stwórca dał nam największy i najwspanialszy prezent – ŻYCIE! Sprawił, że każdy z nas jest inny, ma inne zainteresowania, inaczej wygląda, zachowuje się,  ale… No właśnie, jest jedno potężne ALE. Jesteśmy inni… ale jakże podobni, bo wszyscy kochani przez Boga! Pomimo naszych niedoskonałości, naszego marudzenia i ciągłego niezadowolenia. Mimo defektów, czy problemów zdrowotnych. Mimo częstego błądzenia w „dżungli” grzechu. Ojciec cały czas nas kocha!

Pamiętamy?

Większość z Was (i ja również) może powiedzieć, że nie zawsze… Wydaje nam się, że bycie pro-life, wszelkie działania „za życiem” polegać mają tylko i wyłącznie na tych skierowanych bezpośrednio ku nienarodzonym dzieciom czy negacji eutanazji. Oczywiście, jest to bardzo ważna część takich działań… Bo kto, jeśli nie my, ma walczyć o życie bezbronnych, którzy nic powiedzieć nie mogą. Ale czy to wszystko? Czy dbając tylko i wyłącznie o innych możemy tak naprawdę, w pełni dostrzec piękno ludzkiego życia?

Stanowcze NIE!

Zapytacie pewnie: dlaczego? Odpowiedź jest banalna… a jednak tak zapominana i spychana na boczny tor. Jeśli my sami nie będziemy doceniać wartości SWOJEGO życia, nie będziemy cieszyć się z tego, co mamy, czy tak naprawdę w pełni możemy pomóc innym? Czy jesteśmy dla innych przekonujący i wiarygodni, jeśli sami tego szczęścia nie mamy w oczach?

Recepta?

Według mnie istnieje tylko jedna. Zapisana w liście do Koryntian:

Wiara, nadzieja, miłość – te trzy. Z nich zaś największa jest miłość.

Tylko kochając siebie i swoje niedoskonałości, akceptując swoje działania, nie zapominając też czasem o konstruktywnej krytyce. Tylko wyzbywając się ciągłego mówienia: „nie można”, „nie da się”, „to niemożliwe”, jesteśmy w stanie dostrzec to, co najważniejsze – Boga, w każdym napotkanym człowieku, BOGA W NAS! To nie jest proste – kto mnie zna, wie dobrze, że sama jestem tego najlepszym przykładem :) Ale…

To naprawdę działa!

Działa i przynosi wiele dobra! Tylko będąc „zafiksowani” (jak mawia moja przyjaciółka) i szczęśliwi możemy w pełni dać szczęście i radość innym. Tak niewiele potrzeba, by ŻYCIE NAPRAWDĘ STAŁO SIĘ CUDEM! Czasem wystarczy pomyśleć, że to Bóg chciał byśmy się narodzili, stworzył nas i ma wobec nas plan. Mówię Wam – MEGA!

Coca-Cola…

Co ma z tym wspólnego Coca-Cola? Otóż ostatnimi czasy krąży w internecie genialny filmik tej firmy. Trwa zaledwie minutę. A wydaje mi się, że wyraża więcej niż godzinne dyskusje i przekonywanie ludzi do tego, by zmienili swoje życie, bo ma ono niewyobrażalnie fantastyczną wartość. Spot mówi o cudzie życia, cudzie narodzin… A przecież każdy z nas może narodzić się na nowo… Wyzbywając się pesymizmu, może zauważyć najwspanialszy prezent od Boga – WŁASNE ŻYCIE. Polecam – minuta poświęconego czasu, a jakże wiele daje. Bo warto! :)